Władziu, to ty, synku?
Tak, mamo, ja. Wybacz, iż tak późno.
Głos matki drżał od niepokoju.
Stała w przedpokoju ze starą latarką.
Jakby czekała na niego całe życie.
Władziu, serce moje, gdzie się włóczyłeś do nocy?
Mamo, z Darkiem nauka była.
Straciłem poczucie czasu, wybacz.
A może do dziewczyny chodziłeś? — zmrużyła oczy matka.
Mamo, co za bzdury — roześmiał się Władek.
Nie jestem tym, na kogo czekają dziewczyny pod furtką.
Kto by chciał garbusa z rękami jak u małpy?
W jej oczach błysnął ból.
Nie powiedziała, iż widzi w nim tylko syna.
Syna wychowanego w biedzie i chłodzie.
Władek nie był urodziwy, to prawda.
Niski, zgarbiony, z długimi rękami do kolan.
Głowa duża, włosy kręcone jak mlecze.
W dzieciństwie nazywano go małpiszonem.
Ale wyrósł na kogoś więcej niż przezwisko.
Z matką, Haliną Pietrowną, przyjechali do wsi dawno temu.
Uciekli przed hańbą i biedą w mieście.
Ojciec siedział w więzieniu, matka ich druga odeszła.
Zostali tylko we dwoje na świecie.
Nie pożyje ten Władek — mruczała baba Jadzia.
Ale Władek nie zginął, trzymał się życia.
Halina piekła chleb dla całej wsi.
Dziesięć godzin dziennie, rok za rokiem.
Aż sama się złamała i zasłabła.
Władek stał się dla niej wszystkim.
Mył podłogi, gotował kaszę, czytał gazety.
Gdy odeszła, stał przy trumnie w milczeniu.
Łez już w nim nie było.
Ludzie zaczęli jednak do niego przychodzić.
Najpierw chłopcy, zafascynowani radiotechniką.
Władek naprawiał odbiorniki w wiejskiej rozgłośni.
Potem zaczęły przychodzić dziewczyny na herbatę.
Jedna z nich, Ewa, zawsze zostawała najdłużej.
Nie śpieszysz się? — zapytał kiedyś.
Nie mam gdzie się śpieszyć — odpowiedziała cicho.
Macocha mnie nienawidzi, bracia są brutalni.
U ciebie jest spokojnie, nie czuję się samotna.
Zostań u mnie — powiedział wtedy Władek.
Pokój po mamie stoi pusty.
Niczego nie zażądam, po prostu bądź.
Ludzie we wsi szeptali za ich plecami.
Garbus i piękność, toż to śmieszne.
Lecz Ewa gotowała, sprzątała, uśmiechała się.
Władek pracował, milczał, dbał o nią.
Gdy urodziła syna, świat się przewrócił.
Na kogo on podobny? — pytano we wsi.
A chłopiec, Bartek, mówił do Władka „tato”.
Władek poczuł w piersi coś jak słońce.
Uczył go naprawiać gniazdka i łowić ryby.
Powinieneś znaleźć kobietę — mówiła mu Ewa.
Jesteś mi jak siostra — odpowiadał Władek.
Najpierw ciebie wydam za mąż, dobrze?
Znalazł się młody, uczciwy chłopak z sąsiedniej wsi.
Urządzili wesele, Ewa wyjechała z mężem.
Pewnego dnia Władek spotkał ją na drodze.
Chcę cię o coś prosić — szepnął jej do ucha.
Oddaj mi Bartka.
Co? — zdziwiła się Ewa, osuwając się na krzesło.
Po co, Władku?
Wiem, iż dziecko zmienia wszystko w kobiecie.
Ale Bartek nie jest twój z krwi.
Zapomnisz o nim, nowe życie cię czeka.
A ja nie mam nikogo innego na świecie.
Ewa patrzyła na niego długo, w milczeniu.
Myślała o nocach, gdy kołysał chłopca do snu.
Myślała o jego rękach, cierpliwych i dobrych.
Dobrze — powiedziała wreszcie, cicho.
Zostanie z tobą, Władku.
On kocha cię bardziej niż mnie.
Władek skłonił głowę, nie mówiąc nic.
W jego oczach błysnęły łzy, pierwsze od lat.
Wrócił do domu z synem za rękę.
Bartek pytał: dlaczego mama nie idzie z nami?
Mama ma teraz swój dom — odpowiedział Władek.
A my mamy swój, tutaj, razem.
Wieczorem usiedli przy piecu, jak kiedyś z Haliną.
Władek pomyślał o matce, patrzącej z nieba.
Może właśnie tak wyobrażała sobie jego szczęście.
Nie urodę, nie bogactwo, tylko bliskość.
Bartek zasnął z głową na jego kolanach.
Władek siedział długo, głaskał jego włosy.
We wsi przestano szeptać za jego plecami.
Mówiono tylko: dobry człowiek, ten Władek.
Czasem dobroć jest silniejsza niż wygląd.













![Koncert „novOsiecka” w NOSPR. Na scenie w Katowicach m.in. Tomasz Kot, Łąki Łan, Rosalie i Igor Herbut [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-10/novosiecka__1_.jpeg)

