A oni mówią, iż przynosi ludziom szczęście

polregion.pl 23 godzin temu

Walentyna wraca właśnie z wsi pod Warszawą późnym wieczorem. Zdecydowała się wyjechać, gdy zaczęło się ściemniać, i zamiast jechać prosto, jedzie powoli najdłuższą obwodową drogą. Gdyby jutro nie musiała iść do pracy, po prostu zostałaby na wsi na noc.

Nie spieszy się dlatego, iż nie chce wracać do domu a konkretnie nie chce widzieć męża. Od dawna wewnętrzny głos szepcze Walentynie, iż pod jednym dachem nie zostaną długo. Ich związek stał się zimny, nerwowy, a kłótnie wybuchają coraz częściej.

Wciąż patrzy przed siebie, prowadząc auto, i rozmyśla o tych dziwnych, nieszczęśliwych relacjach. W pewnym miejscu obwodowa droga przechodzi przez małą wioskę. Walentyna zwalnia, a przy przystanku autobusowym, w świetle reflektorów, dostrzega starą kobietę z czymś owiniętym w szmatę przyciągniętym do klatki piersiowej, jakby trzymała niemowlę. Kobieta wpatruje się w nadjeżdżające samochody z nadzieją, więc Walentyna nie zastanawia się i naciska hamulec.

Zatrzymuje auto, wysiada i podbiega do staruszki. W pobliżu jej nóg zauważa wózkowaną torbę.

Dlaczego tu stoicie? pyta z troską Walentyna. Potrzebujecie pomocy? Co to macie w rękach? Dziecko?

Dziecko? starsza pani wydaje się zaskoczona, po czym wymusza uśmiech. Nie, to nie dziecko To chlebek

Co? Walentyna nie może uwierzyć. Jaki chlebek?

Domowy prosto z pieca sprzedaję go

Sprzedajecie? Skąd go macie?

Sama go piekę i sprzedaję renta mam małą, więc dorabiam. Gdy nie starczy pieniędzy, nie ma wstydu. Niektórzy kupują. Mój chleb jest smaczny. Słyszałam, iż przynosi szczęście ludziom.

W jakim sensie szczęście?

Nie wiem dokładnie. Jeden pan ciągle mówi, iż mój chleb przynosi szczęście, i regularnie go kupuje. Może dziś też się pojawi. A wy nie chcielibyście kawałek? pozostało gorący.

Chleb? Walentyna od razu rozumie, iż kobieta potrzebuje pieniędzy, i kiwa głową. Tak, potrzebuję. Ile kosztuje bochenek?

Pięć złotych ostrożnie podaje starsza pani, obserwując reakcję potencjalnej klientki. Czy to nie za drogo?

A ile macie bochenków?

Dziesięć. Dziś jeszcze nic nie sprzedałam, dopiero przyjechałam. Ile potrzebujecie?

Wezmę wszystkie! deklaruje stanowczo Walentyna, gotowa sięgać po pieniądze w samochodzie.

Nie! Nie oddam wszystkiego! wykrzykuje przerażona kobieta.

Dlaczego? Walentyna zastanawia się.

Bo wiem, iż kupujecie nie z głodu, a po to, by mi pomóc.

I co z tego?

Co, jeżeli ktoś inny też potrzebuje? Co, jeżeli ten pan znów przyjedzie, a ja będę bez chleba?

Walentyna czuje się zaskoczona taką naiwnością.

Dobrze. Powiedzcie, ile chcecie sprzedać?

Mogę oddać pięć bochenków mówi niepewnie.

A może więcej?

Nie tak nie można odrazu kiwa głową. Kupujecie z litości, a chleb jest pożywieniem z pieca.

W porządku uśmiecha się Walentyna, idzie po pieniądze, wkłada do torby pięć jeszcze ciepłych bochenków i wraca do samochodu.

Po minucie rusza w drogę, a zapach świeżego chleba wypełnia wnętrze auta. Nie może się oprzeć, odrywa kawałek, wkłada go do ust i odkrywa, iż nie jedła nic tak pysznego.

Nagle dzwoni telefon. Walentyna patrzy na wyświetlacz, marszczy brwi i podnosi słuchawkę.

Walcia mówi podenerwowany głos męża, Marka, wpadnij do sklepu i kup chleb do domu.

Co? zwraca uwagę na bochenki leżące po lewej stronie przedniego siedzenia. Dlaczego nagle myślisz o chlebie?

Bo go nie ma! Ani kromki! A przy okazji przyjechały twoje koleżanki!

Jakie koleżanki?! Walentyna pozostało bardziej zdziwiona. Co? Jest już noc.

Samo się dowiesz. Trzy twoje przyjaciółki siedzą u nas w kuchni, piją herbatę i czekają na ciebie.

Nie uwierzę Walentyna mocno wciska gaz.

Po pół godziny jest w domu. Wnosi do kuchni aromat, który rozchodzi się po całym mieszkaniu.

Walcia, jak pięknie pachnie! krzyczą radośnie przyjaciółki, które znała ze studiów: Grażyna, Jadwiga i Halina, i wpadają w objęcia.

Marek, wyczuwając zapach, chwyta kawałek chleba z torby, łamie prawie pół bochenka, przyciska go do nosa i patrzy na żonę z niedowierzaniem.

Skąd taki wspaniały chleb?

Gdzie kupiłam, tam już go nie ma wzrusza ramionami Walentyna.

Marek zabiera swój kawałek do pokoju, a Walentyna zostaje z przyjaciółkami przy stole. Siedzą do północy, piją wino, jedzą ten niezwykle smaczny chleb i narzekają na mężów, czasem łzawią, zdając sobie sprawę, iż ich małżonkowie nie są tymi, o których marzyły. Przy pożegnaniu Walentyna wręcza każdej z nich po bochenku staropolskiego chleba.

Po tym właścicielka zamyka drzwi, omija pokój, w którym śpi już Marek, i sama idzie położyć się na kanapie w salonie.

Rano zaczynają się dziwne rzeczy. Gdy Walentyna ledwie otwiera oczy, Marek siada obok niej na kanapie i z ironicznym tonem stwierdza:

Walentyno, chyba wczoraj przejadłem się twoim chlebem i dostałem olśnienie. Jesteśmy głupi.

Co? otwiera szeroko oczy.

Jesteśmy głupi, Walcia. Musimy się naprawić. Idę cię dzisiaj po kolacji zabrać do restauracji, tej samej, w której kiedyś oświadczyłem się.

Po co?

Bo chcę od nowa odzyskać to, co mamy. Miłość wciąż da się uratować. Będę w pracy, a o szóstej wieczorem czekam na ciebie.

Marek odchodzi, a Walentyna ma wrażenie, iż dzisiaj poranek wygląda inaczej niż zwykle. Poza oknem jest tak jasno, jakby nie był jeszcze jesień, a wczesna wiosna już zapukała. Teraz oczekuje tego niezwykłego wieczornego spotkania z mężem.

Nagle dzwoni telefon. Dzwoni jedną z wczorajszych koleżanek:

Walcia, uwierz! Ja i mój facet wczoraj się pogodziliśmy! Myślałyśmy, iż rozwodzimy się, a po trzech nocach jedliśmy twój chleb i się pojednaliśmy Dziękujemy ci!

A ja w tym co? zastanawia się Walentyna.

Po obiedzie dzwoni druga przyjaciółka, a potem trzecia. Obie opowiadają, iż w ich domach niespodziewanie wszystko się ułożyło i iż popełniły głupie słowa, obrażając mężów.

Walentyna idzie do kuchni, wyciąga z pojemnika ostatni, już częściowo zjedzony bochenek i znowu wciąga aromat. Odgryza mały kawałek, wkłada go do ust i odczuwa, iż chleb ma niecodzienny smak delikatny posmak miłości Miłości do wszystkich ludzi.

Idź do oryginalnego materiału