A co z mieszkaniem? Obiecałeś mi! Rujnujesz mi życie!
Byliśmy z żoną bardzo szczęśliwi, kiedy dowiedzieliśmy się, iż nasz syn bierze ślub. Jeszcze przed weselem powiedzieliśmy Markowi po cichu, iż zamierzamy mu podarować mieszkanie. Był w siódmym niebie, kiedy usłyszał o naszych planach. Tego samego dnia niemal wszyscy jego znajomi już o tym wiedzieli. W czasie przygotowań do ślubu niespodziewanie wydarzyła się tragedia.
Nasza córka trafiła prosto z pracy do szpitala, nagle źle się poczuła. Z żoną natychmiast pojechaliśmy na miejsce. Badania wykazały guz, trzeba było natychmiast zoperować. Oczywiście potrzebne były ogromne pieniądze, i to jak najszybciej. Dobrze, iż zdążyliśmy odpowiednio wcześnie.
Kupno mieszkania dla syna w tej sytuacji przestało być możliwe. Zaczęliśmy zbierać potrzebną kwotę na leczenie. Na szczęście rodzina i przyjaciele nie pozostali obojętni na nasze nieszczęście. Każdy pomógł tyle, ile mógł. Jedni pożyczali, inni wręcz dawali pieniądze, mówiąc, iż nie chcą ich z powrotem. Wspólnymi siłami zebraliśmy wszystko na operację.
Jednak wyznanie syna dosłownie mnie zamurowało.
A co z moim mieszkaniem? Przecież mi obiecałeś! Niszczycie mi życie.
Po tych słowach Marka dosłownie zbladłem. Jak on mógł coś takiego powiedzieć? Skąd w nim tyle egoizmu? Przecież to jego siostra, razem się wychowywali. Jak mógł postawić na jednej szali jej zdrowie i własną wygodę? Zabrakło mi słów. Ale mój syn nie zamierzał przestać.
Dlaczego ona zawsze dostaje wszystko, a ja nic?
Nie wytrzymałem i zacząłem na niego krzyczeć. Powiedziałem mu, iż nie chcę go widzieć. Spakował rzeczy i poszedł do narzeczonej. Nie rozmawialiśmy przez dwa tygodnie.
W tym czasie córka przeszła operację. Na szczęście wszystko się udało. Po kilku tygodniach mogła wrócić do domu. Ani słowem nie wspomniałem jej o zachowaniu brata. Byłby to dla niej ogromny cios. Syn także się nie odezwał. choćby nie zapytał, jak się czuje siostra. Najwyraźniej mieszkanie było dla niego ważniejsze niż rodzina.





