85 lat temu doszło do mordu Żydów w Jedwabnem

zachod.pl 2 godzin temu

10 lipca 1941 r. w Jedwabnem zostało zabitych kilkuset Żydów. Według ustaleń IPN sprzed ponad 20 lat zbrodni dokonali Polacy, ale z niemieckiej inspiracji. Do podobnych zdarzeń w tamtym czasie doszło w ponad dwudziestu innych miejscowościach.

Jedwabne, miasteczko w okolicach Łomży, między wrześniem 1939 r. a czerwcem 1941 r. znajdowało się pod okupacją sowiecką. 23 czerwca 1941 r., nazajutrz po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, do Jedwabnego wkroczył witany kwiatami przez mieszkańców oddział Wehrmachtu. Żołnierze natychmiast ruszyli dalej na wschód, a nadzór nad miejscowością od tego momentu sprawowała niemiecka żandarmeria (według różnych źródeł posterunek liczył od ośmiu do 11 osób). Zaczęły też funkcjonować władze cywilne – z polskim burmistrzem i jego zastępcami.

Pogrom Żydów w Jedwabnem

To oni mieli być organizatorami zbrodni, do której doszło 10 lipca 1941 r. Pogrom w Jedwabnem był jednym z wielu tego typu zdarzeń w tamtym okresie. Jak ustalił historyk Andrzej Żbikowski, w w Łomżyńskiem i na zachodniej Białostocczyźnie na przełomie czerwca i lipca 1941 r. doszło do 26 wystąpień przeciwko Żydom z udziałem ludności polskiej. Prawdopodobnie najwięcej ofiar pochłonął mord w Radziłowie (18 km od Jedwabnego), gdzie 7 lipca miejscowi Polacy zabili 800 Żydów. Dr Krzysztof Persak, historyk z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk w publikacji poświęconej tej sprawie wyjaśnił, iż u podłoża tych zdarzeń leżał przedwojenny antysemityzm, ale jeszcze silniejszym czynnikiem bezpośrednio motywującym agresorów były napięcia międzyetniczne i antyżydowskie resentymenty narosłe w okresie okupacji sowieckiej.

W wielu wypadkach były one umiejętnie podsycane przez działających na zapleczu frontu funkcjonariuszy niemieckiej Policji Bezpieczeństwa. Żydzi, zgodnie z głęboko zakorzenionym stereotypem „żydokomuny”, stali się kozłami ofiarnymi, na których miejscowi nacjonaliści dokonywali zemsty za represje sowieckie

– podkreślił dr Persak.

Pierwsze śledztwo w sprawie pogromu w Jedwabnem, tuż po wojnie, zakończyło się procesem przed Sądem Okręgowym w Łomży i skazaniem na śmierć jednego oskarżonego, a na kary więzienia (od ośmiu do 15 lat) dziewięciu kolejnych. W śledztwie przewinęło się jednak ok. 70 nazwisk. Różne osoby wzajemnie się obciążały, ale potem niektóre z nich wycofały swoje zeznania. Tłumaczyły, iż do nich byli zmuszani biciem i torturami.

Ostatecznie jedyny wyrok śmierci w drodze łaski został zamieniony na karę więzienia, a wszyscy skazani wyszli na wolność przed upływem terminu zasądzonej kary.

Nowe śledztwo ws. Jedwabnego

Nowe śledztwo w 2000 r. wszczął Instytut Pamięci Narodowej i wobec niewykrycia sprawców umorzył postępowanie.

W punkcie wyjścia pion śledczy IPN przyjął trzy hipotezy, które weryfikowano na podstawie wszystkich dowodów gromadzonych w toku śledztwa. Według pierwszej z tych hipotez zbrodni w Jedwabnem dokonali sami Niemcy bez udziału Polaków lub też zmuszając do udziału w jej dokonaniu pewną grupę polskich cywili. Druga hipoteza zakładała, iż zbrodni w Jedwabnem dokonali sami Polacy z własnej inicjatywy, bez współdziałania z Niemcami, zaś trzecia, iż zbrodni „dokonała grupa Polaków działających z niemieckiej inspiracji, w poczuciu dozwolonej ze strony Niemców i pełnej bezkarności”.

Rok przed wydaniem postanowienia o umorzeniu śledztwa, 9 lipca 2002 r. (zakończono wówczas wszystkie czynności zaplanowane w śledztwie), prokurator Radosław Ignatiew (ówczesny naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku) przedstawił prawdopodobny przebieg zbrodni.

Napisał, iż 10 lipca 1941 r. nad ranem do Jedwabnego zaczęli przybywać mieszkańcy okolicznych wsi z zamiarem brania udziału w zaplanowanej wcześniej zbrodni zabójstwa żydowskich mieszkańców tej miejscowości. W wieczór poprzedzający zdarzenia niektórzy żydowscy mieszkańcy uprzedzeni zostali przez znajomych Polaków, iż przygotowywane jest zbiorowe działanie przeciwko Żydom.

Od godzin rannych rozpoczęło się wypędzanie z domów ludności żydowskiej i gromadzenie jej na rynku miasteczka. Zgromadzonym kazano wyrywać trawę spomiędzy kamieni brukowych, którymi wyłożony był rynek. Dopuszczano się przy tym aktów gwałtu i przemocy wobec zgromadzonych. Dokonywali tego mieszkańcy Jedwabnego i okolic, narodowości polskiej.

Prokurator Ignatiew zaznaczył, iż liczni przesłuchani w toku śledztwa świadkowie wspominali o obecności w Jedwabnem umundurowanych Niemców.

Niemcy ci prawdopodobnie w małej grupie asystowali w akcji wyprowadzania pokrzywdzonych na rynek i do tego ograniczyła się ich czynna rola. Nie jest w świetle zgromadzonych dowodów jasne, czy uczestniczyli w konwojowaniu ofiar na miejsce kaźni i czy byli obecni przy stodole. Zeznania świadków w tym zakresie różnią się zasadniczo

– napisał prokurator IPN.

W kolejnym fragmencie opisał zdarzenia na rynku i w jego okolicach. Zgromadzonych tam żydowskich mężczyzn zmuszono do rozbicia stojącego na skwerku pomnika Lenina (ustawionego w trakcie okupacji sowieckiej – PAP), a potem do przyniesienia jego fragmentów na rynek, zaś stamtąd do stodoły.

Grupa ta (żydowskich mężczyzn – PAP) mogła liczyć około 40-50 osób. Był w niej również miejscowy rabin. Ofiary z tej grupy zgładzono w nieustalony sposób, a ciała wrzucono do grobu wykopanego wewnątrz stodoły. Na zwłoki w grobie wrzucono części rozbitego popiersia Lenina

– napisał prokurator Ignatiew.

Druga, większa grupa ludności żydowskiej, została wyprowadzona z rynku po upływie pewnego czasu, być może 1-1,5 godziny, jak określił to jeden ze świadków. Inni świadkowie wskazywali, iż było to późne południe.

W grupie tej było kilkaset osób, prawdopodobnie około 300, na co wskazuje liczba ofiar w obu grobach, według szacunkowej oceny ekipy archeologiczno-antropologicznej biorącej udział w czynnościach ekshumacyjnych

– zaznaczył prokurator.

W drugiej grupie znajdowały się ofiary obu płci w różnym wieku, wśród nich także dzieci i niemowlęta. Ludzie ci zostali wprowadzeni do drewnianej, krytej strzechą stodoły. Po zamknięciu budynek został oblany naftą i podpalony. Znajdujący się w środku Żydzi spłonęli żywcem.

Liczba ofiar zbrodni

Prokurator Ignatiew odniósł się również do podanej w publikacji Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” informacji o liczbie ofiar zbrodni z 10 lipca 1941 r. – ok. 1600.

Niepełny rozmiar prac ekshumacyjnych, a także niemożność zweryfikowania hipotezy o istnieniu grobu lub grobów zbiorowych na terenie żydowskiego cmentarza nie pozwala na określenie w sposób pewny liczby wszystkich ofiar zamordowanych w dniu zbrodni w Jedwabnem. Liczba 1600 ofiar bądź zbliżona, wydaje się wysoce nieprawdopodobna i nie znalazła potwierdzenia w toku prowadzonego śledztwa. W dniu zbrodni w Jedwabnem przebywały na pewno osoby narodowości żydowskiej, które schroniły się tam m.in. z Wizny i Kolna. Jednakże pewna grupa żydowskiej ludności ocalała. Przyjąć można, iż było to co najmniej kilkadziesiąt osób, które mieszkały po dacie zbrodni w miasteczku i jego okolicach, do początków listopada 1942 r.

– napisał prokurator Ignatiew.

Co do udziału polskich cywili w dokonanej zbrodni, należy przyjąć, iż była to rola decydująca w zrealizowaniu zbrodniczego planu. Przyjąć można, iż zbrodnia w Jedwabnem została dokonana z niemieckiej inspiracji. Obecność choćby biernie zachowujących się niemieckich żandarmów z posterunku w Jedwabnem, a także innych umundurowanych Niemców (jeśli założyć, iż byli oni obecni na miejscu zdarzeń) była równoznaczna z przyzwoleniem i tolerowaniem dokonania zbrodni na żydowskich mieszkańcach tej miejscowości. W tym stanie rzeczy stwierdzić należy, iż zasadne jest przypisanie Niemcom, w ocenie prawnokarnej, sprawstwa sensu largo tej zbrodni. Wykonawcami zbrodni, jako sprawcy sensu stricto, byli polscy mieszkańcy Jedwabnego i okolic – mężczyźni, w liczbie co najmniej około 40. (…) Należy przyjąć, iż aktywnie uczestniczyli oni w dokonaniu zbrodni, uzbrojeni w kije, orczyki i inne narzędzia

– zaznaczył.

Z zeznań świadków wynikało, iż po dokonaniu zbrodni doszło do rabowania mienia pozostałego po ofiarach.

W uzasadnieniu do umorzenia śledztwa zaznaczono, iż nie jest możliwe określenie przyczyn biernego zachowania się większości ludności miasteczka w obliczu zbrodni.

W szczególności nie można przesądzić, czy bierność ta była wynikiem akceptacji zbrodni, czy też wynikała z zastraszenia brutalnością działania sprawców. Taka postawa mieszkańców Jedwabnego wobec zbrodni dokonanej w dniu 10 lipca 1941 r. nie poddaje się kwalifikacji prawnokarnej, nie może być zatem przedmiotem ocen w kategorii przypisania odpowiedzialności karnej

– napisał prokurator Ignatiew.

Na koniec dodał, iż spośród osób, których nazwiska, jako sprawców wymienione zostały w aktach spraw, część została prawomocnie osądzona, a inne już w chwili prowadzonego przez niego śledztwa nie żyły.

Spośród osób, których nazwiska, jako sprawców wymienione zostały w aktach spraw, część została prawomocnie osądzona. Inne już nie żyją. […] Nie zgromadzono wystarczających dowodów, które pozwoliłyby na zidentyfikowanie i postawienie zarzutów ewentualnym innym żyjącym sprawcom, którzy zaangażowani byli we wzięcie udziału w dokonaniu zabójstwa obywateli polskich narodowości żydowskiej w dniu 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem

– napisał prokurator Ignatiew w konkluzji uzasadnienia o umorzeniu śledztwa.

Czytaj także:

KRAJ I ŚWIAT

Prowokacja, która wywołała pogrom, a w efekcie największą falę żydowskiej emigracji z Polski po II wojnie światowej

3 lipca 2026

4 lipca 1946 r. w Kielcach doszło do pogromu, w wyniku którego z rąk miejscowych Polaków – mieszkańców miasta, milicjantów i funkcjonariuszy innych służb - zginęło i zostało ranionych kilkudziesięciu Żydów. Wśród...

Czytaj więcejDetails
Idź do oryginalnego materiału