Dzisiaj coś niezwykłego zdarzyło się w moim życiu. Zwykły, jesienny wtorek, a jednak
Ulice Krakowa tonęły w morzu złotych i czerwonych liści, a powietrze było rześkie i przejrzyste jak kryształ. Słońce, choć już nie tak ciepłe jak latem, przebijało się przez chmury, rozsiewając miękkie plamy światła na chodnikach. Dwunastoletni Kacper wracał ze szkoły, otulony w wełniany szalik, który na ostatnie święta zrobiła mu mama. Schował ręce głęboko w kieszeniach kurtki, by uchronić je przed zimnym wiatrem.
W małym sklepie spożywczym pod blokiem zauważył starszą panią. Stała przy kasie, nerwowo przekładając drobne monety w dłoniach. Miała na sobie wytarty płaszcz, a jej dłonie drżały czy to z zimna, czy z wieku?
Brakuje mi dwóch złotych szepnęła tak cicho, iż aż serce ścisnęło.
W koszyku widział tylko chleb, herbatę i mleko. Nic więcej. Bez namysłu wyciągnął z kieszeni dwa złote.
Dopłacę powiedział, choć sam zbierał na nowy komiks.
Kobieta spojrzała na niego wzruszonymi oczami.
Dziękuję, chłopczyku Jesteś dobrym dzieckiem.
Chciał od razu iść do domu, ale delikatnie zatrzymała go za rękę.
Wejdź na chwilę. Chcę ci podziękować.
Mama zawsze ostrzegała, żeby nie wchodzić do obcych, ale w jej spojrzeniu było coś coś więcej niż wdzięczność.
W środku pachniało suszonymi ziołami i starym, drewnianym meblem. Na parapecie kwitły pelargonie, jakby nie zważając na jesień.
Nazywam się Zofia Nowak przedstawiła się, stawiając na stole mosiężny czajnik. To liście porzeczkowe. Latem pachną słońcem, a zimą przypominają jego ciepło.
Herbata była intensywna, lekko cierpka, ale rozgrzewająca. Rozmawiali o dawnych czasach, o zdjęciach w starym albumie, na których Zofia była młodą dziewczyną w białej sukience.
Czas płynie szybko, Kacperku. Dziś jesteś młody, a jutro jutro możesz obudzić się tak jak ja.
Podeszła do komody, wyjęła małe, rzeźbione pudełko.
Wiesz, co w nim jest? zapytała, podając mu je. Otwórz, ale dopiero w domu.
Nie wytrzymał. Usiadł na ławce pod blokiem i otworzy