W dniu 14 kwietnia 2026 r. Pani Janina Miś z Zagorzyc obchodziła Jubileusz swoich 100 urodzin. Z tej okazji, Dostojną Jubilatkę dzień później odwiedził Burmistrz Sędziszowa Małopolskiego – Pan Bogusław Kmieć wraz z Przewodniczącą Rady Miejskiej – Panią Teresą Waleń, Z-cą Kierownika USC – Panią Magdaleną Idzik oraz Panią Agnieszką Żmudą – Kierownik PT KRUS w Ropczycach składając życzenia, wręczając kwiaty, tort oraz okolicznościowy list gratulacyjny.
Poniżej historia pani Janiny i jej rodziny:
Pani Janina Miś z domu Magdoń urodziła się 14 kwietnia 1926 roku w Zagorzycach. Jej rodzicami byli Zofia i Jan Magdoń. Wychowywała się w rodzinie wielopokoleniowej i wielodzietnej, miała pięcioro rodzeństwa. Część miejscowości, z której pochodzi, była i do dziś jest nazywana „Na Górach”. Rodzice prowadzili gospodarstwo rolne.
Wychowała troje dzieci oraz doczekała się sześciorga wnuków i ośmiorga prawnuków, z których jest bardzo dumna. Pochodzi z rodziny patriotycznej. Jej ojciec brał udział w I wojnie światowej przez cztery lata. Jak później opowiadał, po odniesieniu ran został przydzielony do rozwożenia konno żywności i amunicji. Wspominał, iż przez cztery lata ani jednej nocy nie spędził pod dachem, a zimy w tamtym czasie były bardzo srogie.
Dwaj młodsi bracia w czasie II wojny światowej zostali zabrani przez Niemców do junaków. Najmłodszy z nich, Roman, został wcześniej zwolniony, ale był zmuszony szyć ubrania dla Niemców.
Dziadek Pani Janiny, Sebastian Bizon – również weteran I wojny światowej – opowiadał, iż rodzina była szczególnie pobłogosławiona, ponieważ czterech braci poszło na wojnę i wszyscy wrócili. Niestety, jeden z nich – Jan – niedługo zmarł z powodu choroby, którą przywiózł z frontu. Z tej rodziny wywodzili się później także księża i siostry zakonne.
Dziadek Sebastian był właścicielem olejarni, w której później pomagał jego wnuk Feliks.
Produkowano tam olej z siemienia lnianego i konopnego. Maszyny były wykonane głównie z drewna, z niewielką ilością metalu. Do podgrzewania nasion służył specjalnie zbudowany piec. Ludzie przyjeżdżali z odległych miejscowości i czekali w kolejkach, dzięki czemu rodzina utrzymywała szerokie kontakty z rolnikami z okolicy.
Szwagier rodziny w Pstrągowej prowadził młyn wodny, w którym mielono zboże. Janina spędzała wiele czasu w młodości u swojej siostry.
Została ochrzczona w drewnianym kościółku w Zagorzycach przez księdza Badowskiego. W szkole podstawowej uczyła ją pani Irena Suchodolska, późniejsza żona Karola Chmiela – żołnierza Armii Krajowej, który po wojnie został brutalnie zamordowany przez komunistów.
Wybuch II wojny światowej w 1939 roku przerwał jej– jak sama wspominała – beztroskie lata dzieciństwa. Ówczesny świat zapamiętała jako czas biedy: domy kryte strzechą, tylko nieliczne miały dachy z eternitu. Brakowało podstawowych środków do życia, choćby do prania, dlatego ludzie radzili sobie, jak mogli.
Sąsiadka, nauczyła Panią Janinę wyszywania makatek, szycia i robótek na drutach. Od swojej mamy nauczyła się przędzenia wełny owczej, pieczenia chleba i gotowania.
W domu rodzinnym, podobnie jak w wielu polskich domach w tamtym czasie, mieszkali wysiedleńcy ze Lwowa, którzy z czasem byli zastępowani przez kolejne rodziny. Pani Janina szczególnie wspomina pana Zdzisława Mirowskiego, który po latach – około dwadzieścia lat temu – odnalazł ją i osobiście podziękował za okazaną pomoc i dach nad głową w trudnych czasach wojny.
Po wojnie, 12 czerwca 1948 roku, wyszła za mąż za Edmunda Misia – partyzanta i członka Armii Krajowej, która prężnie działała w Zagorzycach. Rozpoczęła nowe życie w niewielkim, drewnianym domu u męża.
Początki nie były łatwe. Wspólnie zaczęli oszczędzać i stopniowo budować większy dom. Utrzymywali się z rolnictwa, z czasem dokupując ziemię, która w tamtych latach była bardzo cenna. niedługo na świat przyszła trójka ich dzieci.
Opieka nad ciężko chorą teściową, wychowanie dzieci oraz choroba męża stanowiły dla Pani Janiny ogromne wyzwanie. Mogła jednak liczyć na pomoc rodziny i sąsiadów. Pomimo trudności byli pracowici i samowystarczalni.
Prowadzili piękne gospodarstwo z dużym ogrodem pełnym kwiatów i warzyw. Janina szyła ubrania dla dzieci z rzeczy przysyłanych z USA od rodziny. Robiła także na drutach, a dom ozdabiała własnoręcznie haftowanymi makatkami i poduszkami. W gospodarstwie znajdowały się wszystkie podstawowe zwierzęta, a szczególnie wiosną życie tętniło tam pełnią.
W czasach komunizmu życie nie było łatwe, jednak udało im się wykształcić dzieci i zapewnić im godne warunki. W domu panowała pracowitość i wiara – codzienny widok modlących się na kolanach rodziców, rano i wieczorem, był czymś naturalnym.
Pani Janina zawsze była osobą gościnną, lubiła przyjmować gości i witała ich z radością. Szczególną miłością darzy swoje wnuki i prawnuki. Do dziś odwiedzają ją także dzieci jej rodzeństwa.
Obecnie każdy dzień rozpoczyna modlitwą. Codziennie ogląda Mszę Świętą i odmawia Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Dużo czyta i cieszy się z każdej wizyty bliskich.
Nadszedł jednak trudniejszy czas – Pani Janina wymaga całodobowej opieki i od trzech lat porusza się na wózku inwalidzkim. Mimo to nie narzeka, choć czasem można usłyszeć jej ciche pragnienie, by znów móc samodzielnie się poruszać. W wolnych chwilach nieustannie modli się na różańcu.
Tak wyglądało życie kochanej Mamy, Babci i Prababci na przestrzeni stu lat.
źródło Gmina Sędziszów Malopolski







zdjęcia Gmina Sędziszów Małopolski










