Zostawiliśmy mieszkanie synowi i przeprowadziliśmy się na wieś, a on zamieszkał z teściową i wynajął…

twojacena.pl 4 dni temu

Ja i mój mąż opuściliśmy nasze mieszkanie w Warszawie i przenieśliśmy się na wieś. Syn przeprowadził się do teściowej, a nasze lokum wynajął.

Poznaliśmy się z mężem na uniwersytecie, na pedagogice, no i tak wyszło, iż w dniu ślubu byłam już w dwupaku. Rodziców na saksach w Niemczech nie mieliśmy, bogatych wujków również nie, wszystko budowaliśmy własnymi siłami. Pracować poszliśmy, zanim odrosłam od wózka dziecięcego. Stres czy monotonny jadłospis nie wiem, dość iż jako młoda mama kilka mogłam swoim mlekiem syna poczęstować. Tak więc niemal od początku był na butelce, a już w wieku 11 miesięcy trafił do żłobka.

Tam nauczył się jeść łyżką, korzystać z nocnika i zasypiać bez bujania. Z nami bywał tylko na zdjęciach, bo wiecznie byliśmy zajęci pracą. Najpierw mieszkanie na wynajem, potem kawalerka i… odkładaliśmy każdy grosz, by kupić to wymarzone dwupokojowe. Rodzina ze wsi, więc i marzenie o własnej ziemi kawałek pola kupiliśmy, a mój Andrzej cegła po cegle wymurował tam chatynkę. Piec wymurowany, podwórko równe jak stół, choćby meble nowe miałyśmy.

Całkiem dobrze się nam żyło. 46 lat, dzieci duże, można wreszcie pomyśleć o sobie! Ale nie na długo. Natura swoje robi. Syn 23 lata, postanowił się żenić. Synowa zamożna, z rodziny adwokatów. Oboje po prawie, znali się ze studiów. I zaczęło się: Chcę ślub w modnej restauracji, limuzynę, podróż na Malediwy, osobne mieszkanie!

Od urodzenia syna wciąż czułam, iż coś mu zabieramy. Najwcześniej do żłobka, do szkoły, a my ciągle zajęci, jak to nauczycielska rodzina. Syn więcej miał do dyspozycji siebie niż nas. Dziadków daleko, więc rodzina na zdjęciach. Staraliśmy się rekompensować to przynajmniej materialnie zabawki z katalogów, markowe dżinsy, płatne studia, choćby samochód na 18 urodziny dostał.

No i teraz postanowiliśmy pomóc jeszcze bardziej. Wszystkie oszczędności poszły na wesele i, po krótkich negocjacjach z mężem, postanowiliśmy podarować synowi mieszkanie. Żeby nie musiał się tyle nacharować. Rodzice synowej też sypnęli groszem, choć większość wydali na welony, brylanty, futra i inne takie. Jeszcze wymiana wszystkich mebli w mieszkaniu, żeby było jak u ludzi. Oni mają willę pod Wrocławiem, meble jak z katalogu, samochody prosto z salonu.

Z czasem syn zaczął się od nas oddalać. Przyjeżdżał raz w miesiącu i choćby już nie dzwonił. Szwagierka załatwiła mu robotę w kancelarii.

Aż tu nagle, na targu, spotykam sąsiadkę i ona mówi, iż od dawna syn w naszym mieszkaniu nie mieszka. Z synową przenieśli się do teściowej, a nasz lokal wynajmują. Mój mąż od razu pobladł. Uspokoiłam go i dzwonię do syna. Ten odparł, tonem saperki: Przecież sami daliście nam to mieszkanie! Zresztą, nigdy nie mieliście forsy, ja zawsze byłem najgorszy! To przez was czuję się darmozjadem u teściowej, a wy sobie tylko uczycie cudze dzieci, jakbyście byli z innej bajki.

Poczuliśmy z mężem, iż czas zawalczyć o sprawiedliwość! Udaliśmy się do prawnika. Okazało się, iż skoro nie ma darowizny na papierze, syn nie ma prawa wynajmować mieszkania, bo właścicielem jest ten, kto mieszkanie w papierach posiada.

Zdecydowaliśmy się nie składać pozwu przeciwko synowi. Wynajmującym wyjaśniliśmy sytuację, przyjęli to z pokorą i grzecznie się wyprowadzili. Wróciliśmy do naszego mieszkania w Warszawie. Z synem nie mamy kontaktu mąż przepełniony żalem, ja również. Może, za jakiś czas, życie nas pogodzi. Ale na razie, kawałek sernika smakuje mi nieco mniej słodko niż zwykle.

Idź do oryginalnego materiału