Podejdź, Szymonek
Proszę pani, my nie mamy pieniędzy powiedział chłopiec, nieśmiało spoglądając na wypchaną torbę.
Po świętach Bożego Narodzenia miasto wydawało się przygnębione. Lampki przez cały czas wisiały na latarniach, ale już nikogo nie rozgrzewały. Ludzie spieszyli się, sklepy były niemal puste, a w domach zalegało za dużo jedzenia i zbyt ciężka cisza.
W dużym domu państwa Nowaków stoły, jak co roku, uginały się od obfitości. Makowiec, pieczeń, sałatki, pomarańcze. O wiele więcej, niż potrzeba.
Pani Nowak zbierała ze stołu talerze. Patrząc na resztki, miała ściśnięte gardło. Wiedziała, iż część jedzenia i tak się zmarnuje, co ją bardzo bolało.
Pod wpływem impulsu zajrzała przez okno.
Tam go zobaczyła.
Szymonek.
Stał przy furtce, drobny i cichy, z głęboko naciągniętą czapką i cienką kurtką. choćby nie wpatrywał się w dom nachalnie. Stał i czekał Ale bał się zapukać.
Serce jej ścisnęło się ze wzruszenia.
Jeszcze przed świętami widziała go w centrum miasta. Stawał przy witrynach, przyklejał się do szyb, patrzył na pięknie ułożone ciasta i potrawy. Nie żebrał. Nikogo nie zaczepiał. Tylko patrzył a ten głodny i pogodzone ze wszystkim wzrok nie dawał jej spokoju.
Wtedy zrozumiała.
Odłożyła talerze i sięgnęła po dużą torbę. Zapakowała chleb, makowiec, mięso, owoce, słodycze. Potem sięgnęła po kolejną. I jeszcze jedną. To wszystko, co zostało po świętach.
Cicho otworzyła drzwi.
Szymonku chodź, dziecko.
Chłopiec drgnął. Podszedł niepewnie, drobnymi krokami.
Weź to i zanieś do domu powiedziała łagodnie, podając mu wypchane torby.
Szymonek zamarł.
Proszę pani my nie mamy pieniędzy
Nie potrzeba pieniędzy odpowiedziała. Chciałabym tylko, żebyście z mamą coś zjedli.
Ręce mu drżały, gdy brał torby. Przytulił je mocno, jakby trzymał coś bardzo cennego, niemal świętego.
Bardzo dziękuję wyszeptał z oczami pełnymi łez.
Pani Nowak patrzyła za nim, jak odchodzi, jeszcze wolniej niż przyszedł, jakby nie chciał, żeby ten moment się skończył.
Tamtego wieczoru w małym mieszkaniu matka płakała z wdzięczności.
Chłopiec pierwszy raz od dawna najadł się do syta.
I rodzina poczuła, iż już nie jest samotna.
W dużym domu stoły stały puste, ale serca były pełne.
Bo prawdziwe bogactwo nie tkwi w tym, co zachowasz dla siebie,
ale w tym, co oddajesz, gdy nikt cię do tego nie zmusza.
Może Boże Narodzenie nie trwa tylko jeden dzień.
Może zaczyna się wtedy, gdy otwierasz drzwi
i mówisz: chodź.
Napisz w komentarzu DOBROĆ i podaj dalej tę opowieść. Czasem drobny gest zmienia czyjeś życie.








