Szynkowy Złodziejaszek

twojacena.pl 5 dni temu

KIEŁBASIANI ZŁODZIEJE

Nie sposób było nie zauważyć tego kota. Po prostu dlatego, iż regularnie popełniał drobne kradzieże w jego maleńkim sklepie spożywczym w centrum Krakowa. I robił to w taki sposób, iż nie było można się gniewać. Wręcz przeciwnie.

Właściciel, pan Jerzy, czekał codziennie z niecierpliwością na początek tej ceremonii i nagrywał ją telefonem, by wieczorem pokazać film żonie, Aldonie. Razem się śmiali, aż łzy ciekły im po policzkach.

Kot, nazwany przez Jerzego Fryderykiem, zawsze przez chwilę siedział przed otwartymi drzwiami sklepu, udając, iż z własnej woli zrobił sobie przystanek na odpoczynek, a nie żeby coś kombinować. Zerkając na boki, sprawdzał, czy nikogo nie ma. Jerzy zwykle krył się za wielką chłodziarką, z której podglądał cały spektakl.

Fryderyk ostrożnie wkraczał do środka i sunął prosto do lady z kiełbaskami. Tam przyspieszał, chwytał kabanosa lub grubą parówkę, po czym od razu czmychał, ale… głód nie pozwalał mu uciekać zbyt daleko. Po kilku metrach przystawał i zaczynał ucztować na świeżym powietrzu.

Gospodarz wychodził wtedy przed sklep i z bezpiecznej odległości pytał:

Smakuje?

Kot podnosił łebek, miauknął z uznaniem.

No i dobrze odpowiadał Jerzy. Przyjdź kiedyś znowu.

Pewnie się dziwicie jak to możliwe? Że kiełbaski leżą sobie tuż przy wejściu, kawałki kabanosów i parówek, nie chłodzone, nie na czysto wywieszonych talerzach. Sprawa była bajecznie prosta.

Jerzy miał miękkie serce.

Kot przylazł pod jego sklep strasznie chudy, zmarnowany, ale… uparcie odmawiał brania czegokolwiek z ręki człowieka albo podchodzenia bliżej. Jerzy chciał być sprytny najpierw położył kawałek parówki tuż przy samej futrynie, żeby Fryderyk sam zdobył pożywienie, uczciwie kradnąc i zarabiając na swoje jedzenie.

To poskutkowało. Z czasem Jerzy podsuwał kiełbaski coraz głębiej, aż w końcu zorganizował mały bufet dla bezdomnego zwierzaka na najniższej półce między konserwami a warzywami.

Od dawna Fryderyk mógł po prostu wejść jak gospodarz, wziąć, co chce i wyjść, lecz… no właśnie! W świecie snów i dziwności, skradzione smakuje podwójnie.

Z czasem przed sklepem stanął poidło, wielka miska z najlepszą kocią karmą z bydgoskiej fabryki oraz plastikowy pojemnik z piaskiem. Obok, pod ścianą, pojawiła się choćby mała psia budka, wyłożona ciepłym pledem.

Fryderyk wciąż był nieufny i nigdy nie pozwalał się dotknąć, jednak z lubością gawędził. Kiedy Jerzy wychodził za nim, odbywały się całe pogawędki pomiędzy jednym a drugim kęsem parówki.

Jedna sprawa dręczyła jednak Jerzego. Fryderyk wyraźnie przybrał na wadze, sierść mu błyszczała, wcale już nie miał powodu kraść parówek. A on wciąż dwa razy dziennie kradł i wynosił kąski za róg. Jerzy próbował podsłuchiwać, śledzić, ale nigdy do końca nie dowiedział się, gdzie znika.

Postanowił więc kupić małą kamerę z szerokim kątem. Na ekranie w kantorku śledził każdy ruch kota. I pewnego wieczoru, tuż przed snem, odkrył tajemnicę Fryderyka.

Z okienka piwnicy po drugiej stronie ulicy wypadł rudy kociak, cały w napięciu czekał, aż dorwą go wreszcie do jedzenia. Gdy tylko Fryderyk zostawił kiełbasę, maluch rzucił się na nią zachłannie.

Już jutro zabierz ich obu do domu! wrzasnęła Aldona wieczorem, ocierając łzy, ale…

To wcale nie było łatwe. Fryderyk dawał się już głaskać i choćby bywał gościem na sklepowej ladzie, ale młody rudzielec teraz już zwany Iskrą był dziki jak leśny chochlik. Na najmniejszy szelest, z podniesionym rudym ogonkiem, pędził jak strzała.

Dni mijały. Jerzy przez kamerę obserwował, jak Iskra korzysta z poidła, czasem drzemał w budce, ale zbliżyć się doń było niemożliwe.

Aż pewnego dnia, gdy sklep był pusty, Jerzego zaintrygował dziwny dźwięk dobywający się spod wejścia.

Na progu siedział Iskra i darł się na całe gardło.

Co się stało, maluchu? zdziwił się Jerzy.

Kociak podbiegł, spojrzał mu prosto w oczy, po czym pędem pognał na róg. Tam, w cieniu, leżał Fryderyk, jęczał. Okazało się, iż pogryzł go pies w tylną łapę, ledwo się wyrwał rana była bardzo głęboka.

Iskra przytulił się do boku Fryderyka i zaniósł żałosny płacz.

O Matko Boska wymamrotał Jerzy.

Zdjął kurtkę, wsunął Fryderyka do środka, a iskrę który nie stawiał oporu ulokował w kieszeni marynarki. Chwycił za klucze, zatrzasnął drzwi sklepu i pojechał do weterynarza.

Spędzili tam pięć godzin. Jerzy, Fryderyk pod narkozą, a Iskra zapoznawał się z otoczeniem, mrucząc i brykając po blacie. Tak rudzielec został przyjacielem Jerzego.

Wieczorem wrócili we troje Jerzy, uśpiony jeszcze Fryderyk i rozbrykany Iskra do mieszkania nad sklepem.

Aldona była przeszczęśliwa. Jak zachowuje się Polka, gdy rozpiera ją radość? Oddzwania do przyjaciółek. Gadki, rady, wypytywania cały wieczór, aż do świtu.

W końcu zapadła cisza. Jerzy, Fryderyk i Iskra rozciągnęli się na łóżku, oddychając spokojnie.

No świetnie zauważyła żona. A ja gdzie mam się położyć?

Ale Iskra grzecznie się przesunął i wtulił w boku Aldony, ugniatając ją malutkimi łapkami.

Tak znaleźli swój dom.

Dziś te dwa wielkie, dostojne koty nie mają nic wspólnego z dawnymi szczurami piwnicznymi. Czasem Fryderyk, pobudzony wspomnieniem dawnych czasów, wylizuje Iskrze futro, a ten nie narzeka.

A naprzeciwko, przez ulicę, przy sklepie obuwniczym, znowu zasiedliła się drobna szara koteczka. Sprzedawczyni biega do sklepu Jerzego, by kupić jej coś na obiad. Może i ona znajdzie dom?

Może kiedyś wszyscy znajdą ciepłe miejsce? I koty staną się takim rarytasem, iż trzeba będzie ustawić się po nie w kolejce, po specjalnym kursie z kociej pedagogiki?

Jak sądzicie może tak się zdarzyć w Polsce?

Idź do oryginalnego materiału