Syndrom wiecznie odkładanej własnej szczęśliwości… Spowiedź 60-letniej kobiety Elżbieta: W tym…

twojacena.pl 19 godzin temu

Syndrom wiecznie odkładanej na później życia

Wyznań 60-letniego mężczyzny

Jestem Andrzej. W tym roku skończyłem sześćdziesiąt lat. Nikt z rodziny choćby nie zadzwonił, by złożyć mi życzenia z okazji jubileuszu.
Mam córkę i syna, wnuka oraz wnuczkę, a i były żona pozostało obecna w mojej codzienności.
Córka Małgorzata ma czterdzieści lat, syn Paweł trzydzieści pięć.
Oboje mieszkają w Warszawie, skończyli bardzo prestiżowe warszawskie uczelnie. Są inteligentni, odnoszą sukcesy. Córka wyszła za urzędnika wysokiej rangi, syn ożenił się z córką znanego warszawskiego przedsiębiorcy. Obydwoje mają świetne kariery, sporo mieszkań i domów, oprócz pracy państwowej prowadzą swoje firmy. Stabilizacja pod każdym względem.
Była żona odeszła, gdy Paweł skończył studia. Stwierdziła, iż ma dość życia w takim tempie. Chociaż sama pracowała na jednym spokojnym stanowisku, weekendy spędzała z koleżankami albo odpoczywała z książką na kanapie, na urlop jeździła do rodziny na Pomorze. Ja za to urlopu nie brałem jednocześnie pracowałem na trzech etatach: jako inżynier w fabryce, tam samo jako sprzątacz w biurze zakładowym, a w weekendy pakowałem towar i sprzątałem w najbliższym supermarkecie od ósmej do dwudziestej, plus porządkowanie pomieszczeń gospodarczych.
Wszystko, co zarabiałem, szło na dzieci Warszawa jest droga, a studia na uczelni kosztują: dobre ciuchy, wyżywienie, okazjonalne rozrywki.
Sam nauczyłem się chodzić w starych ubraniach, przerabiam coś, naprawiam buty. Chodzę czysty, schludny to mi wystarczało. Moim rozrywkom były sny, w których byłem młody, szczęśliwy, uśmiechnięty.
Była żona, jak tylko odeszła, od razu kupiła sobie nowy, drogi samochód widać, iż oszczędzała sporo. Nasze wspólne życie było dość jednostronne wszystkie wydatki były na mojej głowie, oprócz czynszu, który opłacała ona. Jej zaangażowanie kończyło się na czynszu. Dzieci wychowałem sam
Mieszkanie, w którym dziś żyję, odziedziczyłem po babci. Dobra, przestronna kamienica z wysokimi sufitami. Dwa pokoje przerobiłem na trzy. Była tam komórka 8,5 metra z oknem, wyremontowałem ją spokojnie mieściło się łóżko, biurko, szafa, półki. Tam mieszkała Małgorzata. Ja z Pawłem byliśmy w jednym pokoju ale do domu wracałem tylko na noc. Żona mieszkała w salonie. Gdy Małgorzata wyjechała do Warszawy, zająłem jej komórkę. Paweł pozostał w pokoju.
Rozstaliśmy się bez kłótni, bez podziału majątku, bez wzajemnych pretensji. Ona chciała „żyć”, ja byłem już tak zmęczony, iż poczułem ulgę Nie musiałem więcej gotować trzech dań i kompotu, sprzątać jej rzeczy, prasować i układać mogłem ten czas wykorzystać na odpoczynek.
W tym czasie narobiłem sobie masę zdrowotnych problemów kręgosłup, stawy, cukrzyca, tarczyca, wyczerpanie nerwowe. Wziąłem pierwszy urlop w życiu i zacząłem leczenie. Dorabiać nie przestałem. Trochę się podleczyłem.
Zatrudniłem świetnego fachowca, który z pomocnikiem w dwa tygodnie zrobił mi remont łazienki moje małe, OSOBISTE szczęście!
Zamiast wysyłać dzieciom prezenty na urodziny, Boże Narodzenie, Dzień Kobiet czy Dzień Ojca, przelewałem im pieniądze. Potem doszły wnuki. Z podjęć nie mogłem zrezygnować na siebie nie zostawało już nic. Z życzeniami dzwonili rzadko, częściej w odpowiedzi na moje gratulacje. Nie dostawałem prezentów.
Najbardziej bolało, iż na śluby mnie nie zaproszono ani Małgorzata, ani Paweł.
Córka powiedziała wprost: Tato, nie pasowałbyś do naszego towarzystwa. Będą ludzie z kancelarii prezydenta.
O ślubie syna dowiedziałem się od Małgorzaty już po fakcie
Dobrze jeszcze, iż nie prosili o pieniądze na wesela
Żadne z dzieci nigdy nie przyjeżdża, choć zawsze zapraszam. Małgorzata twierdzi, iż nie ma po co jechać do naszego zaścianka (wojewódzkie miasto, milion mieszkańców). Paweł zawsze mówi tato, nie mam czasu!
Samolot do Warszawy startuje siedem razy dziennie! Lot trwa dwie godziny
Jak nazwałbym ten okres mojego życia? Chyba życie stłumionych emocji
Żyłem wtedy jak bohater z Przeminęło z wiatrem: pomyślę o tym jutro
Tłumiłem łzy, ból, wszelkie emocje od zdziwienia po rozpacz. Funkcjonowałem jak robot zaprogramowany wyłącznie na pracę.
Potem fabrykę kupił warszawski inwestor i rozpoczęła się reorganizacja. Nas przedemerytów zwolniono. Straciłem dwie prace, ale mogłem przejść na wcześniejszą emeryturę. Dostałem 2 000 złotych Zobacz, jak za to żyć.
W końcu mi się poszczęściło w naszej pięcioklatkowej kamienicy zwolniło się miejsce na sprzątacza Zatrudniłem się dorobiłem kolejne 2 000 złotych. Pakowanie i sprzątanie w supermarkecie w weekendy zostawiłem, dobrze płacili 300 złotych za dzień. Było ciężko, bo cały dzień na nogach.
Zacząłem stopniowo remontować kuchnię. Wszystko robiłem sam, kuchnię zamówiłem u sąsiada, zrobił szybko, solidnie i niedrogo.
Znowu zacząłem odkładać pieniądze. Chciałem odmalować pokoje, wymienić trochę mebli. Miałem plany tylko w tych planach nie było mnie samego! Na siebie wydawałem tylko tyle, ile trzeba na jedzenie najprostsze, nigdy nie jadłem dużo i na lekarstwa. Leczenie pochłaniało sporo. Czynsz również nie dawał spokoju z każdym rokiem wyższy. Była żona mówiła: sprzedaj tę trójkę, dzielnica dobra, cena będzie niezła. Kupisz sobie kawalerkę.
Szkoda mi mieszkania. Wspomnienie po babci. Rodziców nie pamiętam, wychowywała mnie babcia. Mieszkanie to moja historia.
Z byłą żoną utrzymujemy poprawne kontakty, rozmawiamy czasem jak starzy znajomi. U niej wszystko dobrze. O jej sprawach osobistych nigdy nie mówi. Raz w miesiącu przyjeżdża, przywozi trochę produktów ziemniaki, warzywa, kasze, wodę do picia. Rzeczy ciężkie. Pieniędzy nie chce mówi, żebym nie zamawiał dostaw, bo przywiozą same zgniłe. Zgadzam się.
Czuję się jakbym był nieruchomy wewnętrznie wszystko siedzi w jednym miejscu. Żyję i tyle. Pracuję dużo. Nie mam żadnych pragnień, marzeń, nie chcę niczego dla siebie. Córkę i wnuki widzę tylko na zdjęciach w jej Instagramie. Życie syna pojawia się czasem na Instagramie synowej. Cieszę się, iż im się powodzi, są zdrowi, odwiedzają świetne miejsca, chodzą do wykwintnych restauracji.
Może dałem im za mało miłości, dlatego nie są do mnie przywiązani. Małgorzata czasem pyta, jak się czuję, zawsze odpowiadam, iż dobrze. Nigdy nie narzekam, na nic. Paweł czasem wysyła mi głosówkę na WhatsAppie: Cześć tato, mam nadzieję iż wszystko OK.
Kiedyś powiedział, iż nie chce słuchać o naszych problemach rodzinnych źle na niego działają negatywne emocje. Przestałem więc cokolwiek opowiadać odpowiadam tylko: tak, synku, wszystko w porządku.
Bardzo chciałbym przytulić wnuki, ale mam wrażenie, iż nie wiedzą o tym, iż ich dziadek emeryt-sprzątacz jeszcze żyje. Może według nich dziadek już na drugim świecie
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłem coś tylko dla siebie, czasem tylko bieliznę czy skarpetki z najtańszych. Nie chodzę na manicure, pedicure raz w miesiącu idę do fryzjera w sąsiednim bloku. Farbuję włosy sam. Pociesza mnie, iż jak w młodości, tak i teraz noszę ten sam rozmiar 48. Garderoby nie trzeba wymieniać.
Najbardziej boję się, iż pewnego ranka nie będę mógł wstać z łóżka kręgosłup boli coraz bardziej. Boję się zostać całkowicie unieruchomiony.
Może nie powinienem był tyle pracować, odkładać wszystko na kiedyś, rezygnować z przyjemności, odpoczynku? Ale gdzie jest to kiedyś? Już go nie ma W duszy pustka W sercu obojętność A wokół mnie też pustka
Nikogo nie obwiniam. Ani siebie też nie mogę obwiniać. Całe życie pracowałem i pracuję dalej. Tworzę sobie zapas na czarną godzinę, jakby miało się okazać, iż nie dam rady pracować niewielki, ale choć taki. Tyle iż prawdę mówiąc, wiem, iż jeżeli zachoruję, to umrę Nie chcę, by ktokolwiek miał ze mną problem.
Wiecie, co jest najsmutniejsze? Nikt mi nigdy w życiu nie podarował kwiatów NIGDY Śmiesznie będzie, gdy ktoś położy kiedyś świeże kwiaty na moim grobie aż się można roześmiać przez łzyChyba to, iż całe życie oczekiwałem, aż wreszcie zacznę żyć naprawdę, zawsze powtarzając sobie: jeszcze trochę, najpierw dzieci, potem praca, potem remont, potem odpocznę, potem się z kimś spotkam i teraz widzę, iż tego potem już nie ma. Tak, jakby moje dni przepłynęły przez palce, niby ciche tło pod cudze życie.

Ale dzisiaj, kiedy siedzę przy stoliku pod wysokim oknem, widzę, jak słońce wpada do środka, maluje cienie na ścianie i ogrzewa mi dłonie. I choć telefon milczy, a najcenniejsze chwile są już tylko wspomnieniem, czuję, iż może chociaż ten spokojny ranek jest moim własnym, drobnym fragmentem szczęścia. Może życie nie okazuje mi wdzięczności, ale pozwala mi usiąść, odetchnąć, pomyśleć o sobie. Nie wiem, czy nadejdzie coś więcej, czy ktoś kiedyś zadzwoni, zapuka do drzwi, czy jeszcze usłyszę śmiech wnuków w moim mieszkaniu.

Ale wiem jedno: nie chcę już odkładać siebie na później. Dzisiaj choćby jeżeli to tylko kawa i śniadanie samotnie przy oknie dzisiaj należę do siebie. I to, choć maleńkie, zostawiam sobie na koniec.

Idź do oryginalnego materiału