U Piotra zmarła siostra. Pojechał na wieś, żeby ją pochować. Jego żona, Bogumiła, została w domuzdrowie już nie pozwalało na podróże. Bogumiła wiedziała, iż mąż wróci dziś, więc wszystko wcześniej przygotowała. Na talerzach leżały już ziemniaki z koperkiem, kotlety mielone. Piotr wszedł do kuchni.
Akurat zdążyłeś na kolację powiedziała Bogumiła. Piotr milczał i patrzył na żonę jakimś dziwnym wzrokiem.
Co się stało? zapytała zdziwiona Bogumiła.
Nie wróciłem sam odpowiedział nieoczekiwanie mąż.
Jak to nie sam? Z kim? dopytywała zaskoczona żona.
Bogumiła Zygmuntówna myśli sobie teraz, iż to już ten czasstarość. Leży i patrzy w sufit, wspominając swoje życie, głównie ostatnie trzy lata.
Wtedy Piotr jeszcze żył. Akurat skończył sześćdziesiąt dwa lata. Zmarła mu siostra na wsi. Była samotna, więc Piotr pojechał ją pochować. A gdy wrócił…
Przyprowadził ze sobą drobną dziewczynkę.
Bogumiło, to wnuczka mojej siostry. Ma na imię Malwina.
Oglądnęła ją surowym wzrokiem, spojrzała ponuro na męża, ale powiedziała:
Wejdź, Malwino! Zaraz coś ci nałożę do jedzenia.
Bogumiła przewidziała powrót męża i wszystko wcześniej ugotowała. Nałożyła ziemniaki i kotlety.
Siadaj, Malwino! Jedz! powiedziała możliwie jak najłagodniej.
Dziewczynka zaczęła jeść, a gospodyni skinęła głową na męża i weszli do sypialni.
Piotrze, co to wszystko znaczy? spytała cicho, zasuwając drzwi.
Bogumiło, niech ona z nami zostanie. Dziewczynka nie ma nikogo.
A gdzie jest twoja siostrzenica?
choćby się nie zjawiła, by się z matką pożegnać. Siostra sama wychowywała wnuczkę od trzeciego roku życia Piotr ciężko westchnął. Teraz dziewczynka została zupełnie sama.
Piotrze, jesteśmy już emerytami. Oboje nie mamy najlepszego zdrowia rozglądnęła się ku drzwiom. Ile ona ma lat?
Dwanaście.
Będziemy się o nią troszczyć jeszcze ze sześć, osiem lat.
Będzie na nią zasiłek. Dom mojej siostry sprzedamy za pół roku, już się dogadałem. Choć mały i stary, ale zawsze coś. Sami też trochę odłożyliśmy. Kasia z Pawłem pomogą, jak będzie trzeba, w końcu to nasze dzieci.
Oni mają własne kłopoty. Ich dzieci już chodzą do szkoły, za kilka lat zaczną się żenić, wychodzić za mąż. To też przecież nasi wnukowie, choć mieszkają daleko. Zbieraliśmy, by im pomóc.
Bogumiło, ale Malwina to też wnuczka mojej siostry.
Ale nie z naszej krwi machnęła ręką. Dobrze, chodźmy, bo obiadek stygnie!
Dziewczynka przestraszona patrzyła na gospodarzy, kiedy wrócili do kuchni; chyba zrozumiała, o czym rozmawiali. Wstała.
Babciu Bogumiło, proszę, nie wyrzucajcie mnie! Poza wami nikogo nie mam. Pomogę wam.
Dobrze, mieszkaj z nami.
Minął rok. Odszedł Piotrek. Przyjechały dzieci. Pożegnały się, potem usiadły do stołu z matką. Malwina poszła do sąsiadów, wyczuwając, iż dorośli muszą porozmawiać.
Mamo, po co ci ta dziewczynka? spytała córka.
To wnuczka siostry Piotra łzy ciekną Bogumile po policzkach. Ona nie ma gdzie pójść.
Oddaj ją do domu dziecka ciągnęła córka. Już jesteś w podeszłym wieku. Na co ci to?
Zostałam zupełnie sama. Przestajecie do mnie przyjeżdżać. A zdrowie słabe. Przynajmniej ktoś przy mnie jest Bogumiła znów płacze.
Dobrze, Kasiu wtrącił się syn, kładąc siostrze rękę na ramieniu. Mamie będzie ciężko samej. Niech dziewczynka zostanie z nią.
Zostali z matką jeszcze dzień i wrócili każde miało troje dzieci i mnóstwo obowiązków.
Bogumiła została sama z nie-swoją wnuczką. Malwina to dobra dziewczyna; choć miała wtedy ledwo trzynaście lat, we wszystkim babci pomagała.
A Bogumile coraz gorzej. Znów córka i syn przyjechali.
Jest mi słabo, ledwo chodzę. Dobrze, iż Malwina przy mnie zaczęła Bogumiła rozmowę dzień po przyjeździe dzieci. Chcę przepisać mieszkanie na nią.
Co ty, mamo, mówisz? oburzyła się córka. Masz sześcioro wnuków, moja Ola już ma czternaście lat, a Pawła Marysia piętnaście. choćby się obejrzymy, a zaczną wychodzić za mąż.
Nie bardzo chcą się mną zajmować.
Przecież są wakacje, zaraz im zadzwonię, przyjadą na całe lato do ciebie.
Za trzy dni rzeczywiście przyjechały wnuczki, a rodzice odjechali. Malwina znów wylądowała u sąsiadów.
Wnuczki, Marysia i Ola, były zadowolone z pobytu u babci po wyjeździe rodziców. Już pierwszego dnia wróciły bardzo późno, a babcia leżała, nic już nie jadła. Poprosiła jeszcze, żeby zaprowadziły ją do łazienki. Skrzywiły się widać, iż nie były do takich rzeczy przyzwyczajone. Ale musiały.
W nocy babcia kilka razy prosiła o wodę zanim Marysia się obudziła i spełniła jej prośbę. Gdy Bogumiła poprosiła znów, by ją zaprowadzić do łazienki, dziewczyny się pokłóciły, która ma ją zaprowadzić.
Rano trzeba było ugotować, nakarmić babcię. Dobrze, iż sama doszła do kuchni.
Po dwóch dniach nastroje wnuczek były coraz gorsze. Gdy babcia poprosiła, by jej pomogły się umyć, dziewczynom skończyła się cierpliwość. Zadzwoniły do domu i następnego dnia wyjechały.
Bogumiła została znów z Malwiną. Sama już ledwo wstawała z łóżka.
Minął rok.
Całe mieszkanie jest teraz na głowie piętnastoletniej dziewczyny. Malwina chodzi do dziewiątej klasy. Ze wszystkim sobie radzi: dobrze się uczy, opiekuje się babcią, dba o porządek. Ale Bogumiłę dręczą myśli:
Pomyśleć tylko, przecież nie jest moją rodzoną wnuczką, a nie zostawia mnie, opiekuje się. Może dlatego, iż nie ma gdzie pójść. Ale za trzy lata, może za pięć… Muszę przepisać na nią mieszkanie. Dzieci zrozumieją.
Z trudem wstała z łóżka. Chwyciła swój nowoczesny telefon jeszcze Piotr kupił jej na sześćdziesiąte urodziny i nauczył obsługi. Znalazła adres notariusza, zadzwoniła.
Następnego dnia notariusz przyszedł i wszystko załatwił.
Bogumiła od razu zadzwoniła powiadomić córkę i syna o swojej decyzji. Już następnego dnia przyjechali. Mieszkanie trzypokojowe na drugim piętrze, w świetnej dzielnicy.
Mamo, może niepotrzebnie to zrobiłaś? zaczęła rozmowę córka. Weźmiesz się do nas, będziesz mieszkać na zmianę: miesiąc u mnie, miesiąc u Pawła, a mieszkanie sprzedamy.
A Malwina?
A Malwina? Oddamy ją do domu dziecka. Przecież masz rodzone wnuki, one się tobą zajmą.
Wiem już, jak się zajmują. Z Malwiną mam spokój. I nie chcę mieszkać raz tu, raz tam.
Kasiu, zostaw, jak jest rozsądził Paweł. Tak będzie lepiej. Mamie jest z Malwiną dobrze i to najważniejsze. Przepisała mieszkanie niech tak zostanie.
Zostali z matką parę dni i wrócili. Malwina zaraz wróciła od sąsiadów.
Babciu, po co przyjechali wujek Paweł i ciocia Kasia?
Tak tylko. Z wizytą uśmiechnęła się Bogumiła. Usiądź, coś ci powiem.
Babciu, jesteś dziś tajemnicza.
Podaj mi teczkę, leży na komodzie.
Dziewczynka podała, siadła obok na krześle.
Przepisałam na ciebie to mieszkanie. Wszystkie dokumenty tu są.
Babciu, po co? Przecież nie jestem twoja rodzona.
Malwinko, jesteś mi najbliższa na świecie! Tylko mnie nie opuszczaj!
Babciu, o czym ty mówisz?! Ja też nie mam nikogo bliższego od ciebie…












