U Stefana zmarła siostra. Pojechał do wsi, żeby ją pochować. Jego żona, Tamara, została w domu zdrowie nie pozwalało jej na dalekie podróże. Tamara wiedziała, iż mąż wróci tego dnia, więc wcześniej wszystko przygotowała. Ułożyła na talerzach tłuczone ziemniaki i mielone kotlety. Stefan wszedł do kuchni.
W sam raz zdążyłeś na kolację powiedziała Tamara.
Stefan milczał, patrzył na żonę jakoś inaczej niż zwykle.
Co się stało? Tamara była zaskoczona.
Nie wróciłem sam odparł nagle mąż.
Jak to nie sam? Z kim? zapytała zdziwiona Tamara.
Tamara Aleksandrowna myślała czasem, iż nadeszła już ta starość. Leżała, patrzyła w sufit i wspominała przeżyte życie, najczęściej ostatnie trzy lata.
Wtedy Stefan jeszcze żył. Akurat skończył sześćdziesiąt dwa lata. Stracił siostrę na wsi. Była samotna, Stefan pojechał ją pochować. A wrócił…
Wróciwszy, mąż wprowadził do kuchni chudą dziewczynkę.
Tamaro, to wnuczka mojej siostry. Nazywa się Bogusia.
Tamara spojrzała na dziewczynkę surowym wzrokiem, potem rzuciła mężowi ponure spojrzenie, ale w końcu powiedziała:
Wejdź, Bogusiu! Zaraz wszystko podam na stół.
Wiedziała, iż Stefan dziś wróci, więc wcześniej wszystko ugotowała. Ułożyła na talerzach tłuczone ziemniaki, domowe mielone.
Siadaj, Bogusiu! Jedz! powiedziała najłagodniej, jak potrafiła.
Dziewczynka zaczęła jeść, a gospodyni skinęła głową mężowi, po czym oboje przeszli do sypialni.
Stefanie, co to wszystko ma znaczyć? spytała szeptem, lekko przymykając drzwi.
Tamaro, niech ona z nami trochę pomieszka. Dziewczynka nie ma nikogo.
A gdzie twoja siostrzenica?
choćby na pogrzeb matki nie przyjechała. Siostra sama wychowywała wnuczkę od trzeciego roku życia ciężko westchnął Stefan. Teraz jej zabrakło A Bogusia nie ma już nikogo.
Stefanie, oboje jesteśmy na emeryturze. Żadne z nas nie ma najlepszego zdrowia spojrzała na drzwi. Ile lat ma ta dziewczynka?
Dwanaście.
Dziewięć, może osiem lat ją trzeba będzie wychowywać.
Dostaniemy na nią zasiłek. Dom po siostrze sprzedamy za pół roku, już się umówiłem z sąsiadami. Stary i nieduży, ale kilka oszczędności też mamy. Grażyna z Borysem pomogą, jeżeli coś. W końcu to nasze dzieci.
Oni mają swoje problemy. Ich dzieci już chodzą do szkoły. Za kilka lat będą myśleć o ślubach, a przecież to nasze wnuki, choć mieszkają daleko. My mieliśmy im pomagać.
Tamaro, ale Bogusia to też moja rodzina.
To choćby nie nasza prawdziwa wnuczka machnęła ręką. Chodźmy, jedzenie stygnie!
Dziewczynka spojrzała przelękniona, pewnie i ona zrozumiała, o czym rozmawiali dorośli. Wstała:
Babciu Tamaro, nie wyrzucaj mnie, proszę! Nikogo nie mam poza wami. Pomogę wam we wszystkim.
No dobra, zostań.
Minął rok. Stefana już nie było. Przyjechały dzieci, pożegnały się, potem usiadły z matką przy stole. Bogusia poszła do sąsiadów, rozumiała, iż dorośli mają poważną rozmowę i jej obecność jest zbędna.
Mamo, po co ci ta dziewczynka? spytała córka.
To wnuczka Stefana odpowiedziała Tamara przez łzy. Nie ma gdzie iść.
Dajmy ją do domu dziecka ciągnęła córka. Jesteś już starsza, po co ci to na stare lata?
Zostałam całkiem sama. Rzadko już do mnie przyjeżdżacie. Zdrowie nie to, a przynajmniej ktoś będzie przy mnie i znów rozpłakała się.
Dobrze, Grażyno zaczął syn, kładąc siostrze rękę na ramieniu. Mamie rzeczywiście byłoby trudno samej. Zostawmy Bogusię z nią.
Zostali jeszcze jeden dzień i pojechali każdy miał swoją rodzinę i dzieci.
Tamara została z nieprawdziwą wnuczką. Bogusia była naprawdę dobrą dziewczynką, chociaż dopiero trzynastoletnią, bardzo pomagała babci w codziennych sprawach.
A babcia miała się coraz gorzej. Po jakimś czasie przyjechały ponownie córka i syn.
Ojej, już naprawdę źle się czuję. Dobrze, iż Bogusia jest przy mnie opowiadała Tamara następnego dnia. Chciałabym przepisać jej mieszkanie.
Co ty, mamo? oburzyła się Grażyna. Masz sześcioro wnucząt. Moja Ola już ma czternaście lat, a u Borysa Marysia piętnaście. Zaraz będą myśleć o ślubach.
Ale żadna nie wyrażała chęci, by zaopiekować się babcią.
Akurat są wakacje zarządziła córka. Zadzwonię, przyjadą na całe lato do ciebie.
Za trzy dni wnuczki rzeczywiście przyjechały, a rodzice znów odjechali. Bogusia znowu została odesłana do sąsiadów.
Marysia i Ola bardzo cieszyły się wolnością, iż zostały u babci bez rodziców.
Już pierwszego wieczoru wróciły późno. Babcia leżała, nie wstała choćby do kuchni, a na stole nic na ciepło. Jeszcze poprosiła wnuczki, żeby odprowadziły ją do łazienki. Skrzywiły się tego robić nie miały ochoty. Ale musiały.
W nocy babcia kilka razy poprosiła o wodę, zanim Marysia się obudziła i zaniosła jej szklankę. Gdy potem poprosiła do toalety, dziewczyny zaczęły się kłócić, która ma ją zaprowadzić.
Rano musiały ugotować coś do jedzenia, nakarmić babcię. Na szczęście babcia sama doszła do kuchni i usiadła przy stole.
Po dwóch dniach pobytu wnuczkom zaczęło się to wszystko nie podobać. Kiedy babcia poprosiła o pomoc przy kąpieli, miarka się przebrała. Zadzwoniły do rodziców i następnego dnia wyjechały.
Babcia została znów tylko z Bogusią. Sama już ledwo z łóżka wstawała.
Tak minął kolejny rok.
Całe mieszkanie było teraz na głowie piętnastoletniej dziewczynki. Chodziła już do dziewiątej klasy, dobrze się uczyła, zajmowała się domem i panią Tamarą. Ale Tamara miała coraz cięższe myśli:
Pomyśleć tylko, obca przecież, a nie zostawia mnie, dba o mnie. Chociaż ona też nie ma gdzie iść… Ale minie kilka lat. Trzeba na nią przepisać mieszkanie. Dzieci pewnie zrozumieją.
Z trudem wstała z łóżka. Wzięła nowoczesny telefon, który dostała od męża na sześćdziesiąte urodziny, i zadzwoniła do notariusza.
Następnego dnia przyszedł i załatwił wszystko, jak trzeba.
Tamara zadzwoniła do córki i syna, żeby im o tym powiedzieć. Przyjechali od razu. Trzypokojowe mieszkanie na drugim piętrze, do tego w dobrej dzielnicy Warszawy.
Mamo, może to jednak błąd? zaczęła Grażyna. Weź zamieszkaj z nami. Raz u mnie, raz u Borysa, twoje mieszkanie sprzedamy.
A Bogusia?
A co z nią? Zgłosimy ją do domu dziecka. Masz przecież prawdziwych wnuków, oni się tobą zajmą.
Wiem już, jak się mną zajmują. A z Bogusią jestem spokojniejsza. Nie chcę tułaczki po waszych mieszkaniach.
Dobrze, Grażyno uznał syn. Może i tak jest lepiej. Mamie dobrze z Bogusią, to najważniejsze. Skoro już jej przepisałaś mieszkanie, niech tak będzie.
Zostali u matki kilka dni i wrócili do siebie. Bogusia wróciła od sąsiadów.
Babciu, po co przyjechali wujek Borys z ciocią Grażyną?
Tak tylko, w odwiedziny Tamara się uśmiechnęła. Chodź, coś ci powiem.
Babciu, jesteś dziś taka tajemnicza
Podaj mi teczkę z komody, proszę.
Bogusia podała i usiadła obok babci.
Wszystkie dokumenty na mieszkanie są już na ciebie. Tu są papiery.
Babciu, dlaczego? Przecież nie jestem twoja prawdziwa wnuczka.
Najukochańsza, jesteś mi najbliższa na świecie! Tylko nie zostawiaj mnie nigdy.
Babciu, dla mnie nie ma nikogo bliższego od ciebie!
Czasem los daje rodzinę nie z krwi, ale z serca. Najważniejsze, byśmy potrafili docenić tych, którzy zostają przy nas, choćby wtedy, gdy inni odchodzą. Prawdziwa bliskość rodzi się z troski, dobroci i wspólnych trosk i to ona zostaje z nami na zawsze.












