**Dziennik, 15 października**
*Powierzyć klucze teściowej: dowód zaufania, który stał się testem czystości*
Zostawiliśmy klucze do naszego mieszkania mojej teściowej, a ona postanowiła zrobić przegląd sanitarny.
Moja teściowa, Bronisława Nowak, to kobieta w pewnym wieku z surowym spojrzeniem i nieugiętym charakterem. Z mężem nie postrzegaliśmy jej jako despotycznej ani wrogiej. Wręcz przeciwnie ich relacja zawsze wydawała się pełna życzliwości, a ze mną zachowywała się uprzejmie, choć zdystansowana. Aż do naszej ostatniej podróży do Turcji, kiedy zostawiliśmy jej klucze tylko po to, żeby podlewała kwiaty.
Bronisławo powiedziałam przed wyjazdem oto klucze. Wpadnij, sprawdź, czy wszystko w porządku, nakarm złote rybki, podlej pelargonie. I zadzwoń, jeżeli coś będzie nie tak.
Tydzień na plażach Alanyi był cudowny: słońce, relaks, spokój. Po powrocie nic się nie zmieniło: praca, rutyna, wieczory przed telewizorem. A jednak coś było nie tak. Filiżanka stała w innym miejscu, ręcznik złożony inaczej. Myślałam, iż to moja wyobraźnia. Mąż tylko wzruszał ramionami: Przesadzasz.
Aż w piątek wróciłam wcześniej z pracy. Otwierając drzwi, zobaczyłam jej buty w przedpokoju. Jej beżowy płaszcz wisiał na wieszaku. A ona sama siedziała w kuchni, sącząc herbatę i przeglądając nasze rachunki za prąd.
Dzień dobry powiedziałam, powstrzymując drżenie w głosie. Co pani tu robi?
Podskoczyła, jakby porażona prądem:
Kinga! Już wróciłaś?
Mam się meldować przed wejściem do własnego domu? A pani?
Ja chciałam się upewnić, iż wszystko w porządku. I mam ci coś do powiedzenia.
Nastąpiła scena jak z surrealistycznego snu. Wskazała kurz pod półką, przejrzała lodówkę wzrokiem inspektorki sanitarnej i oznajmiła:
Gdzie jest rosół? Główna część obiadu? Nie karmicie mojego syna jak należy! Wcześniej był zadbany, najedzony. A teraz? Wraca zmęczony do zimnego domu. Następnym razem chcę zobaczyć lodówkę pełną domowych dań. I ten bałagan Tu się nie da oddychać!
Zaciśniętą pięść przycisnęłam do piersi, dusząc wściekłość. Dodała tylko: Wybacz, chcę tylko twojego dobra, narzuciła płaszcz i wyszła. Zostałam w przedpokoju, okradziona nie z rzeczy, ale z intymności.
Dogoniłam ją przy windzie.
Proszę zabrać klucze powiedziałam. Ale żadnych inspekcji. Pomagaj nam albo zostaw nas w spokoju.
Udawała, iż nie chce ich brać, zmieszana:
Nie denerwuj się, Kinga. To z miłości.
Następnego dnia, wracając do domu, znalazłam gorący garnek rosołu. Obok kartka: Powiedz Mariuszowi, iż to ty ugotowałaś. Będzie taki szczęśliwy!
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Może da się znaleźć wspólną drogę. Pod warunkiem jasnych granic. Klucze otwierają drzwi, ale nie powinny łamać tych, które chronią szacunek. A jeżeli je powierzysz, musisz wiedzieć, kiedy je odebrać.













