– Pani Wera Serhiejewna, mogę wejść? – w drzwiach gabinetu dyrektorki kombinatu zatrzymał się jeden z jej zastępców.

newsempire24.com 5 dni temu

Pani Zofio, mogę wejść? w progu gabinetu dyrektorki zakładów stanął jeden z jej zastępców.
Proszę, panie Janie, niech pan siada, skinęła poważnie Zofia Majewska. I jak tam dziś u nas?
U nas? Gdzie?
Na wydziale.
Ach, na wydziale! Tam wszystko w porządeczku. A czemu pani pyta?
No jak to czemu? Przecież chyba nie wpadł pan do mnie na herbatkę? Chciał pan pewnie coś omówić.
No tak, adekwatnie to mam do pani prośbę… Jan Nowak zmarszczył brwi i westchnął ciężko.
Prośbę? Zofia uważnie spojrzała na tego z pozoru poukładanego mężczyznę i pokręciła głową. Coś pan ostatnio, panie Janie, markotny.
Ostatnio?
Tak, chodzi pan smętny jak po pogrzebie. Wszystko dobrze w domu?
To zależy… westchnął dramatycznie Jan. Jeszcze chwila i nie będzie. jeżeli pani mi nie wystawi pewnego zaświadczenia.
Zaświadczenia? Zofia spoważniała. Ale o czym pan mówi?
Wiem, iż to dziwne, ale… Jan zrobił minę godną męczennika. Potrzebuję od pani papieru. Do okazania żonie.
Słucham? Dyrektorka aż wytrzeszczyła oczy. Zaświadczenie dla żony? O czym?
O tym, iż między nami nic nie ma i nigdy nie było.
Czego, niby, nie było?!
No… bliskich relacji… Wie pani, jak między kobietą a mężczyzną…
Czy pan upadł na głowę? Zofia zbledła gwałtownie. Albo pan mnie właśnie podpuszcza?
Niestety, ale od tej karteczki zależy cała moja rodzina. Moja żona się uparła, iż mamy romans.
Zofia na moment zamarła z otwartymi ustami, po czym odchrząknęła:
Paweł, przepraszam, ale czy pańska żona jest całkiem zdrowa na umyśle? Papier, iż z własnym szefem… Nie słyszałam o czymś takim. choćby w TVN Turbo czegoś takiego nie wymyślili!
Ja sam w to nie wierzę! jęknął żałośnie Jan. Ale co zrobić? Mamy dzieci. Żona uparła się: jeżeli nie będzie oficjalnej notki z podpisem i pieczątką, bierze rozwód i zabiera dzieci do mamy, do Przemyśla. To przecież koniec świata, pani Zosiu!
Proszę, Janie! Zofia pokręciła z niedowierzaniem głową. Skąd jej się to w ogóle wzięło?! My się przecież ledwo mijaliśmy na korytarzu. Poza tym, śladów mojej szminki na pańskiej koszuli być nie mogło zasadniczo! Skąd te jej urojenia?
Stąd… Jan wygrzebał z kieszeni telefona, przekopał galerię, pokazał zdjęcie. To, jak byliśmy całą ekipą po odbiorze nagród od miasta.
Przecież ja też mam tę fotkę! Jesteśmy tam stłoczeni, każdy każdemu po głowie właził, żeby się zmieścić!
Tak, ale na tym zdjęciu stoję przy pani, a rękę mam na pani ramieniu…
Bo było ciasno jak w bimbrowniku w Radomiu!
Moja żona twierdzi, iż kobieta tylko wtedy pochyla głowę na męską pierś, jak już kocha.
No litości! oczy Zofii rozbłysły oburzeniem. Jakie kocha?! Ta jej wyobraźnia to nadaje się do pisania scenariuszy M jak Miłość! Ja się pochyliłam, bo się bałam, iż bukiet kwiatów od pani Haliny mi twarz zasłoni!
Wszystko jej tłumaczyłem, naprawdę. Ale im bardziej się tłumaczę, tym gorzej. Bez zaświadczenia ugotowany jestem jak schabowy w panierce, przysięgam.
To się nie dzieje! znów wykrzyknęła Zofia. Tak pan swojej żony się boi?
Tak, jestem pantoflarzem, wyszeptał Jan, zerkając z lękiem, czy nikt nie słyszy. Robię to dla dzieci, bez nich nie przetrwam.
To jest już zaawansowane stadium, burknęła Zofia, wyciągając białą kartkę. Dobrze… skoro zaświadczenie, to zaświadczenie. Proszę dyktować!
No to piszemy. Ja, Zofia Majewska, niniejszym stwierdzam, iż nie trawię swego zastępcy, Jana Nowaka.
Słucham? Zofia spojrzała z ukosa, Jan tylko kiwnął głową:
Tak, tak, nie trawię. choćby dopiszmy: i wręcz nie cierpię.
Przepraszam bardzo, jak to nie cierpię? Ja nie mogę pracować z kimś, kogo nie znoszę!
Dobrze, to niech pani napisze: nie cierpię jako mężczyzny, i choćby za milion złotych nie chciałabym z nim spać! I na dole podpis, pieczęć żeby było oficjalnie!
Pieczątka jest w księgowości, rzuciła mechanicznie Zofia, ale gdy przeczytała notkę, aż się przeraziła.
Przecież to absurd! Nie mogę podpisywać takich bredni! złożyła kartkę i cyk, przedarła na pół, potem jeszcze raz i jeszcze…
Co pani robi?! zawołał Jan z trwogą. To źródło mojego przyszłego szczęścia!
Janie, pan powinien się rozwieść, zanim ta pańska żona wymyśli coś gorszego, odparła nagle dziwnie uśmiechnięta Zofia.
Co pani! Ona naprawdę weźmie dzieci i pojedzie do Przemyśla…
Nie pojedzie, odparła pogodnie Zofia. Mam świetnego znajomego adwokata. On już się postara, by dzieci zostały z panem.
Ale…
W razie co przerwała mu Zofia pomogę w opiece nad dziećmi osobiście.
Pani? Pomoże mi? Serio?
Jasne. Lubię pana jako zastępcę, więc znajdę panu supernianię, będzie pan zachwycony.
A co z Natalią?
Natalia niech jedzie do tej swojej mamy. Albo niech przyjdzie tu do mnie pogadamy sobie szczerze, kobieta z kobietą. To z pewnością przyniesie więcej pożytku niż jakieś idiotyczne zaświadczenie z pieczątką.

Idź do oryginalnego materiału