Oksana postanowiła zrobić mamie niespodziankę na Sylwestra – nie uprzedziła, iż przyjedzie z wizytą….

polregion.pl 4 dni temu

Dawno temu, jeszcze zanim świat pędził tak gwałtownie jak dziś, wszystko wydawało się proste i przepełnione nadzieją. Pamiętam te wydarzenia, jakby to było wczoraj, choć minęły już lata.

Oliwia przyjechała do mamy na Nowy Rok. Chciała sprawić niespodziankę, więc nie mówiła, iż przyjeżdża. Kobieta stanęła przed drzwiami starego rodzinnego domu w Toruniu i zapukała lekko do drzwi. Po chwili wyrwała się jej na spotkanie siostrzyczka, malutka Jagusia! Dzień przeminął nie wiadomo kiedy, cały wśród śmiechu, opowiadań i zapachu świeżych wypieków. W czasie, gdy z Jagusią kroiły sałatki, mama szykowała ukochane przez Oliwię danie schab po szlachecku, niczym z najlepszej polskiej tradycji.

Coś czułam, iż dziś przyjedziesz uśmiechnęła się mama, wycierając ręce w fartuch. Ale myślałam, iż z kimś przyjedziesz. Po Igorze nikogo nowego w Twoim życiu nie ma?

Nie, mamo, zostawmy to… odparła cicho Oliwia, odganiając temat.

Nagle zadzwonił jej telefon. Spojrzała na ekran i aż usiadła ze zdumienia.

*

Te dni, pod koniec grudnia, zawsze były dla niej jak bieg bez tchu. Boże, uwielbiam i jednocześnie nie znoszę Nowego Roku myślała Oliwia, siedząc wieczorem przed laptopem i kończąc roczny raport. Te sprawozdania, podliczenia, tysiąc poprawek… Jutro już ostatni dzień i może wreszcie odzyskam wolność na całe dwa tygodnie. Jak bardzo jestem zmęczona tym miesiącem!

Szef, pan Włodzimierz, obiecał, iż jeżeli komisja jutro nie wykryje żadnych uchybień, będzie wolna aż do 12 stycznia. Dawała z siebie wszystko, marząc o wytchnieniu i spotkaniu z mamą i Jagusią. Jeszcze tylko trzeba wpaść do sklepu prezentu dla mamy brakowało, dla siostrzyczki dawno już kupiła nowy telefon. A wieczorem czekał ją pociąg do Torunia, bilet kupiony jeszcze na początku miesiąca, tak na wszelki wypadek. Jak mnie nie puszczą z pracy, to oddam uznała wtedy i kupiła dolne miejsce w przedziale.

*

Tej nocy przyśnił się jej dziwny sen. Wędrowała po lesie pod Gniewkowem i spotkała małą dziewczynkę, może pięcio-, sześcioletnią, zupełnie samą. Dziecko siedziało na niskim pieńku i przeglądało starą, oprawioną w płótno księgę. Oliwia zapytała:

Zagubiłaś się? Gdzie są twoi rodzice?

Dziewczynka spojrzała uważnie: Nie, ja się jeszcze nie odnalazłam. A Ty wstawaj, nie przegap swojej szansy, dziś wieczorem ją spotkasz. Wstawaj szybko, musisz zdać raport!

Oliwia nagle się obudziła, spojrzała na zegar. Boże drogi, prawie zaspałam! jęknęła. To był ten dzień, zaplanowana kontrola o dziewiątej rano, a raport na szczęście już czekał gotowy na biurku.

*

Pędziła po mieszkaniu jak burza, kwadrans później kończyła już makijaż przy lustrze. Kawę postanowiła wypić dopiero w pracy. Wrzuciła na siebie cieplutki płaszcz, zbiegła po schodach i ruszyła na przystanek. Dobrze, iż do pracy miała tylko pięć przystanków, a w autobusie znalazło się wolne miejsce.

Usiadła i zaczęła przyglądać się współpasażerom. Wtem, z przodu dostrzegła… Dziewczynkę ze swojego snu! Mała puściła jej oczko i wtedy oliwię ktoś szturchnął chłopak, który ledwo utrzymywał się z wielkim plecakiem na ramieniu.

Kiedy spojrzała ponownie, dziewczynki już nie było.

Zwidy z przemęczenia pomyślała z uśmiechem.

*

W pracy wszyscy byli już na miejscu i harmider panował jak w ulu. Odetchnęła z ulgą, gdy oddała raport bez żadnych uwag szef z uznaniem pokiwał głową i wręczył jej kopertę.

Obiecałem, to dotrzymuję. Masz dwa tygodnie wolnego, a tu za pracowitość powiedział i uścisnął jej dłoń. Wesołych Świąt, Oliwio!

Dziękuję, panie Włodzimierzu, i wzajemnie!

Za premię kupiła mamie śliczną wełnianą chustę na bazarze w Toruniu, a Jagusi błękitną bluzkę z haftem. Dorzuciła jeszcze kilogram kruchych pierniczków i butelkę wina musującego. O 19:30 zdyszana wskoczyła do wagonu. W korytarzu potknęła się o cudzy plecak i wywróciła jak długa.

Omijając łzy, poczuła, iż czyjeś ręce delikatnie podnoszą ją z podłogi.

Przykro mi, to mój plecak, pośpieszyłem się usłyszała przyjemny, ciepły głos. Mężczyzna uśmiechnął się przepraszająco.

Nic się nie stało, jestem cała zająknęła się Oliwia, cała czerwona z zakłopotania.

*

Okazało się, iż jechali razem w jednym przedziale. Mężczyzna był wysoki, z miłą aparycją i czarującym uśmiechem. Nazywał się Andrzej, podróżował do Torunia służbowo, tylko na dzień.

Przeprawa całą noc pociągiem, zaraz po spotkaniach wracam do Warszawy, żeby na Nowy Rok zdążyć do domu. A Ty dokąd podróżujesz?

Do mamy i Jagusi. Po dawnej znajomości w pracy dali mi trochę urlopu na święta.

A twój narzeczony czy chłopak?

Nikogo nie mam odpowiedziała z uśmiechem Oliwia. Nie trafiłam jeszcze na takiego, z którym chciałabym spędzić Sylwestra… a adekwatnie resztę życia.

I ja samotny. Może więc nasze losy zbiegną się na dłużej? rzucił żartem Andrzej.

Oliwia aż się zarumieniła po uszy.

Kiedy tak się rumienisz, przypominasz jabłko z sadu mojego dziadka zauważył ze śmiechem Andrzej.

Taka już moja natura… odparła Oliwia.

Mama dała mi na drogę szarlotkę, może napijemy się herbaty? zaproponował Andrzej.

Nagle do przedziału weszła starsza pani z wnuczkiem, więc młodzi wyszli na korytarz, by dać sąsiadom czas na rozłożenie się. Wiara, bo tak zwała się kobieta, wiozła Antoniego do córki na święta. Jej nie dali urlopu, zatęskniła za synem, więc babcia ruszyła w Polskę z niespodzianką.

Wszyscy razem pili potem herbatę z domową szarlotką i pierniczkami, jakie upiekła Wiara.

Zaraz potem młodzi wyszli na korytarz; pociąg mijał oświetlone świątecznie stacje. Zimowe światła Torunia wyglądały, jakby gwiazdy zstąpiły na ziemię.

Czy możemy wymienić się numerami? spytał Andrzej.

Pewnie, czemu nie…

Ty długo zostaniesz u rodziny?

Do dziesiątego stycznia jadę z powrotem.

Ach, zatem masz czas. Dziwnie dobrze rozmawia się z Tobą od pierwszej chwili. Jakbyśmy znali się od lat…

To chyba magia podróży pociągiem, podróżnych rozmów. Otwieramy duszę, potem każdy idzie w swoją stronę stwierdziła Oliwia z nostalgią.

A może niekoniecznie… No nic, czas spać.

Uśmiechnęła się i przytaknęła.

*

Rano, około dziesiątej, pociąg wtoczył się na peron. Oliwia nie powiedziała w domu, iż wraca miał to być jej niespodziewany prezent. Doskonale wiedziała, gdzie w ogrodzie pod wierzbą leżały zapasowe klucze. Z Andrzejem pożegnali się pod dworcem, on życzył jej pięknych świąt, a ona jemu by tej nocy Nowego Roku spotkał kogoś, z kim chciałby być do końca życia.

Piękne życzenie. Tobie życzę dokładnie tego samego powiedział Andrzej z uśmiechem i zniknął w tłumie.

Oliwię poruszył, ale nie narzucała się, choć w środku chciała krzyknąć zostań, chodź ze mną do domu. Powstrzymała się, uciszyła te myśli i już przygotowywała się na spotkanie z rodziną

*

Podjechała pod dom, uśmiechnęła się i zapukała cicho. Drzwi otworzyła Jagusia, rzuciła się jej w ramiona.

Cały dzień przeminął na przygotowaniach i rozmowach. Mama, krojąc jajka, zagaiła: Czułam, iż przyjedziesz, wczoraj zamiast jednego, kupiłam dwa kartony jajek. Myślałam, iż może jednak kogoś przywieziesz. Po Igorze nikogo nowego nie masz?

Nie, mamo, i już dajmy temu spokój…

Wtem zadzwonił telefon. Na ekranie mignęło imię: Andrzej. Serce Oliwii zabiło mocniej.

Halo? Zdążyłeś wrócić do siebie? zapytała.

A jak ci powiedzieć nie zdążyłem. W sumie dzwonię, bo tu w Toruniu nie mam nikogo oprócz Ciebie. Przyjmiecie samotnego wędrowca na święta?

Oliwia zaśmiała się szczerze: Spytam gospodynię. Mamo, nie masz nic przeciwko, iż znajomy wpadnie na święta? Chyba nie ma już biletów powrotnych.

Ależ skąd, niech dołączy do naszego babskiego grona!

Słyszałeś? To zapisuj adres powiedziała, mrugając do mamy.

Dziewczynka ze snu miała rację. Gdyby nie ona nie zdążyłabym oddać raportu, nie spotkałabym Andrzeja i nie przeżyłabym najlepszego Nowego Roku w życiuOliwia z niedowierzaniem patrzyła na telefon, odruchowo poprawiając włosy. W kilka minut później przez bramkę przeszedł Andrzej, nieśmiało trzymając w ręku karton słodkich róż drożdżowych. Pachniał mroźnym powietrzem i czymś nieuchwytnym, co przypominało dzieciństwo może nadzieją? W sieni Jagusia okręciła się wokół jego nóg, a mama z uśmiechem zaprosiła do kuchni. Śmiech przeplatał się z zapachem schabu, suszonych śliwek i rozgrzanego piekarnika.

Zajadali się kolacją, rozmawiali o świętach, podróżach i starych toruńskich legendach. Za oknem, tuż przed wybiciem północy, zaczął prószyć śnieg delikatny, cichy, jakby cały świat szeptał: Zacznij od nowa, to jest twój moment. Oliwia spojrzała na Andrzeja. Tej nocy nie chciała odpychać żadnej okazji, żadnego może kiedyś. Pomyślała o dziewczynce ze snu i zrozumiała czasami, żeby się odnaleźć, wystarczy do kogoś wychylić dłoń.

Chwilę potem wszyscy stanęli razem przy oknie, zachwyceni białymi płatkami. Jagusia klasnęła w dłonie, mama przytuliła córki. Andrzej delikatnie splótł palce Oliwii ze swoimi.

Może każdego roku powinniśmy zostawiać w sercu miejsce na niespodzianki powiedziała cicho Oliwia.

W tej chwili zadzwoniły dzwony z dalekiego kościoła, niosąc ze sobą obietnicę iż to, co najważniejsze, zawsze przychodzi wtedy, gdy pozwolimy historii znów się dla nas wydarzyć.

A magia Nowego Roku trwała jeszcze długo po świcie, bo czasem wystarczy tylko uwierzyć, by wszystko zaczęło się od nowa.

Idź do oryginalnego materiału