Na tydzień przed Dniem Kobiet wybiegłem z sali sądowej niemal na oślep, łzy zamazywały mi widok. Powtarzałem sobie tylko jedno zdanie: Nie jesteście już mężem i żoną. Jak on mógł mi to zrobić? Za co spotkało mnie takie nieszczęście?
Ożeniłem się, kiedy miałem osiemnaście lat. Była to prawdziwa, pełna namiętności miłość – bezsenne noce, uczucie, jakbym frunął kilka centymetrów nad ziemią. Przez pięć lat byłem pewien, iż bardziej kochać nie można. Każdego dnia starałem się być najlepszym mężem przynosiłem jej śniadanie do łóżka, gotowałem ulubione pierogi ruskie, bigos czy sernik. Zawsze pilnowałem porządku w domu.
Niestety, jej rodzice nigdy mnie nie zaakceptowali. Stale powtarzali, iż ich córka zasługuje na kogoś lepszego, iż znajdą jej odpowiedniego męża. Działało mi to na nerwy, ale i ona z czasem zaczęła na mnie patrzeć inaczej. Była coraz bardziej zamknięta w sobie i wytykała mi wszystko.
Nasza córka Wioletta miała wtedy pięć lat. Żona z początku ją rozpieszczała, była dla niej najważniejsza na świecie, ale wraz z tym wszystkim zaczęła się od niej oddalać. Myślę, iż to przez jej rodziców wmawiali żonie, iż dziecko nie jest moje, choć przecież Wiola to wykapana matka! Żona coraz częściej znikała do rodziców, praktycznie tam mieszkała. Gdy wracała, miała pretensje o wszystko. Starałem się być jak najlepszy ojciec i mąż, dbałem o siebie i dom.
Pewnego dnia żona była tak wściekła, iż w napadzie złości uderzyła mnie otwartą dłonią. Nie mogłem uwierzyć, iż do tego doszło. Miałem jeszcze nadzieję, iż wspólnie przezwyciężymy kryzys, ale niedługo żona oznajmiła, iż więcej tego nie zniesie i odchodzi. Zostawiła mnie oraz naszą córkę. Prosiłem ją, żeby spróbowała naprawić nasze małżeństwo, walczyć o rodzinę nie chciała choćby słyszeć.
Ciężko mi było pogodzić się z rozwodem, do dziś nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niej. Płaci mi jakieś grosze alimentów w złotówkach i wymaga pokwitowania każdej wydanej złotówki. choćby gdy kupię chleb, muszę zrobić zdjęcie paragonu i wysłać jej przez internet. O każdą złotówkę muszę ją błagać, bo nie czuje potrzeby, by żałować czegokolwiek na własną córkę.
Była żona rzadko odwiedza Wiolettę, a jeszcze rzadziej zabiera ją czasem do kina lub na krótki wyjazd. Córka wyczuwa, iż matka jest dla niej chłodna i nie chce się z nią spotykać. Była żona twierdzi, iż nastawiam córkę przeciwko niej, ale to nie prawda. Sam źle znoszę rozstanie, cierpię każdego dnia. Od rozwodu schudłem, lekarz stwierdził u mnie depresję. Czasem wyżywam się na córce, chociaż wiem, iż to nie w porządku.
Jak żyć, gdy serce pęka na kawałki? Codziennie odwiedzam profil mojej byłej żony na Facebooku, śledzę, co u niej. Ostatnio dowiedziałem się, iż planuje znowu wyjść za mąż, co dobiło mnie jeszcze bardziej. Rozumiem już, czemu rzadziej nas odwiedza i czemu córka nie ciągnie do matki. Wiem, głową pojmuję, iż to koniec, ale sercem nie potrafię tego przyjąć. Jak mam dalej żyć?












