31 grudnia
Nigdy nie sądziłem, iż święta w domu mogą zamienić się w prawdziwe pole bitwy o najzwyklejszą sypialnię. Wszystko zaczęło się dość niewinnie.
Wiesz, tato ma rwa kulszową. Nie może spać na rozkładanej kanapie, bo potem się nie podniesie. A mama budzi się w nocy, potrzebuje zupełnej ciszy i ciemności, a z okna w salonie latarnia z ulicy wali prosto w oczy. Wytrzymamy tydzień na podłodze, nie jesteśmy przecież z cukru powiedziałem do Małgosi pewnego popołudnia, gdy kręciła się po kuchni.
Zamarła z chochlą w ręku, zupa powoli sączyła się z powrotem do garnka. Odwróciła się powoli i przyglądała się mi uważnie, a ja udawałem, iż oglądam kwiatki na ceracie.
Moment, Krzysiek. Chcę się upewnić, iż dobrze cię rozumiem. Twoi rodzice przyjadą do nas na całe święta, od 30 grudnia do 8 stycznia. Ale teraz chcesz, żebyśmy oddali im naszą sypialnię z tym superdrogim materacem, który dwa miesiące wybieraliśmy i kosztował majątek, a sami mamy spać w salonie na podłodze?
No tak. To rodzice. Gościnność, szacunek do starszych. Przecież nie położę ojca na tej zapadniętej kanapie. Przypomnij sobie, jak bardzo się na niej męczyliśmy tłumaczyłem.
Tyle iż ja, moja droga połowa, też mam plecy. Po wypadku wciąż mam przepuklinę lędźwiową, jeżeli zapomniałeś. I mam wrócić do pracy zaraz po świętach, dokańczać roczne rozliczenia odparła chłodno.
No weź, Małgoś, nie zaczynaj poprosiłem zrezygnowanym głosem. Już mam plan. choćby nie będziemy rozkładać kanapy. Od Tomka pożyczyłem dwuosobowy materac dmuchany, taki gruby jak łóżko. Rozłożę go na podłodze w salonie. Będzie fajnie, romantycznie, jak pod namiotem w młodości.
Romantycznie… Na dmuchanym materacu, mając 38 lat? Proszę cię… Małgosia odłożyła chochlę z tłumioną złością. To nie nocleg pod gołym niebem, to nasz dom. Nasza sypialnia jedyne miejsce, gdzie mogę odpocząć. Twoja mama zawsze wstaje dość wcześnie i brzęczy garnkami. A jeżeli będziemy spać w salonie otwartym na kuchnię śpimy razem z nią.
Poproszę ją, żeby była cicho bąknąłem. Oni już kupili bilety, przyjeżdżają do wnuków. Nie możemy być samolubni. Obiecałem mamie, iż będzie wygodnie. choćby nie będzie musiała się niczym przejmować.
Czyli już się zadeklarowałeś? Moje zdanie się nie liczy, po prostu podjąłeś za nas decyzję? odpowiedziała sarkastycznie.
Podniósłem głos, trochę niepotrzebnie. Chciałem dobrze! To moi rodzice. Chcę, by było im wygodnie. Są starsi, to już nie te lata…
Kłótnia. Małgosia wyszła z kuchni i zamknęła się w łazience. Siedziała tam długo, patrząc bez wyrazu w lustro. Zawsze kochałem i szanowałem Małgosię, a nasze dwupokojowe mieszkanie w Warszawie, choć wciąż na kredyt, było naszą małą twierdzą, tyle iż wizyty teściów (zwłaszcza teściowej) były zawsze jak szturm.
Zrobiło się jasne, kto wygrał tym razem. Gdybym dalej się upierał, miałbym nie tylko własną mamę za wroga numer jeden, ale i żonę, która albo by się obraziła, albo cały świąteczny nastrój diabli wzięli.
Przygotowania do przyjazdu rodziców bardziej przypominały pakowanie się na wyjazd ewakuacyjny niż święta. Małgosia przenosiła swoje sukienki z szafy do przedpokoju, kosmetyki ukrywała głęboko w szufladzie w łazience, bo mama nigdy nie przepuści okazji, żeby przetestować, a potem jeszcze skomentować zapach czy konsystencję.
No zobacz, wszystko się zmieściło! cieszyłem się, pompując niebieski materac nadmuchiwany w środku salonu. Sprawdzałem, jest wygodny. choćby lepszy niż kanapa!
Patrzyła podejrzliwie na to gumowe monstrum, które zdominowało pokój i na wejściu do balkonu rzucało delikatną woń plastiku.
Prześcieradło będzie się zsuwać, a od podłogi będzie zimno odparła z westchnieniem.
Damy pod spód wełniany koc! dodałem.
30 grudnia, punkt siódma rano. Przyjechali. Mama w ogromnej czapce z lisa od razu przejęła dowodzenie w przedpokoju:
Nareszcie, co za droga! Pendolino takie niewygodne, konduktorka niemiła, kawy dostać nie można! Małgosiu, co taka blada jesteś? Niedospana? A może chora? Wiesiek, ostrożnie z walizką, tam są słoiki z grzybami!
Ojciec tylko łypał spod oka, szukając kapci.
Zapraszam na śniadanie, wszystko gotowe Małgosia starała się być uprzejma, choć była półprzytomna. Siedziała do nocy nad rocznym raportem, by mieć wolną głowę na święta.
Pierwsze, co zrobiła mama, to inspekcja sypialni.
Ładnie. Przytulnie oceniła, przesuwając palcem po zagłówku. Ale te zasłony takie ciemne. Ja bym coś żywszego powiesiła. A ten materac… To ten ortopedyczny, co Krzysiek mówił? Taki trochę twardy chyba. Wiesiek, połóż się, sprawdź na swoje plecy.
Tata bez ceregieli położył się w ubraniu. Małgosia zagryzła wargi i nic nie powiedziała.
No, może być. Tylko te wasze poduszki, anatomiczne… Nie ma zwykłych, z pierza? mruknął tata.
Nie, mamy tylko profilowane, to dla kręgów bardzo dobre odparła Małgosia z wymuszoną grzecznością.
Ach, dla kręgów… Całe życie na puchu spaliśmy i zdrowi byliśmy machnęła ręką mama. Dobra, poradzimy sobie. A wy gdzie śpicie? W salonie?
Tak, mamy świetny materac dmuchany! pochwaliłem się entuzjastycznie.
Przez cały dzień w domu panował zamęt. Gotowanie, krojenie sałatek, opowieści o sąsiadach, polityce, narzekania na dolegliwości. Czułem się gościem we własnym domu.
Pierwsza noc była farsą. Niebieski king size, zgodnie z moimi zapowiedziami, zamienił się w karę bożą. Każdy ruch powodował, iż drugi podskakiwał. Gumowa powłoka skrzypiała, prześcieradło wypadało spod ciała, od podłogi ciągnęło chłodem. Rano czuliśmy się, jakby nas przejechał tramwaj.
Co wy tacy rozbici? spytała mama, paraduje po kuchni w szlafroku, który dostaliśmy jej na imieniny. My się wyspaliśmy rewelacyjnie! Ale ten materac trochę za twardy. Wiesiek żalił się, iż go boli bok. Powinniście wybrać miększy.
Patrzyłem na Małgosię. Miała minę, jakby się miała zaraz popłakać. Przeszła do działania rutynowo, parzyła kawę.
A czemu ty takie ogórki do sałatki dałaś? Ja zawsze świeże daję, są lepsze. I ten majonez taki tłusty…
Tego było już za wiele. Małgosia odwróciła się do mojej mamy i spokojnie powiedziała:
Pani Ireno, robię sałatkę, jaką moja rodzina lubi. o ile chce pani inną wersję, ogórki są w lodówce.
Na chwilę wszystko zamarło.
Nie ma co się zaraz obrażać, tylko radziłam, jako gospodyni z doświadczeniem mruknęła teściowa.
Chciałem się wtrącić, ale Małgosia wyszła do łazienki. Zastała tam swoje kosmetyki przeniesione w kąt, szampon odsunięty, a na jej gąbce zaplątał się czyjś włos. Najgorsze jednak czekało ją przy kremie przeciwzmarszczkowym drogi, oszczędzany od miesięcy, jego zawartość cudem stopniała.
Pani Ireno, korzystała pani z mojego kremu?
A, tego? Tak, bo Wiesiek bardzo popękane pięty miał po tej podróży, tylko sięgnęłam po coś nawilżającego. Bardzo dobry krem, od razu zmiękczył! rzuciła beztrosko mama. Co, szkoda ci?
To był krem za dwa tysiące złotych… Małgosia zaczęła niemal szeptem.
Ile?! Ty to masz gest! Krzysiek, słyszysz? Na głupoty wydaje, a my ci na sweter dokładamy!
To moje pieniądze, zarobione przeze mnie ripostowała Małgosia lodowatym głosem.
O, już się zaczyna! wzniosła dłonie mama. Wiesz, Krzysiek, egoistka z niej…
Byłem między młotem a kowadłem. Mamo, daj spokój. Przecież nie wiedziała ceny. Kupię ci nowy, Małgosiu, przecież święta, nie róbmy afery…
Wtedy pękła. Bez słowa wyjęła walizkę i zaczęła się pakować. Spojrzałem na nią z niedowierzaniem.
Gdzie idziesz? Do swojej mamy?
Nie, jadę do hotelu. Potrzebuję spokoju. Ty masz święta z rodzicami z sarkazmem odpowiedziała.
Zostań, nie rób tego! To zdrada! Co ja powiem mamie?
Prawdę. Że twoja żona jest egoistką i rozrzutną, która postanowiła wydać rodzinne oszczędności by się wyspać. Na pewno spodoba się to wam wszystkim przy stole.
Zanim zdążyłem ją zatrzymać, wyszła. Gdy za drzwiami przestał się rozbrzmiewać stukot kółek od walizki, poczułem się tak, jakbym został na zgliszczach.
Małgosia znalazła pokój w najdroższym hotelu spa w Warszawie. Wydała prawie połowę pensji na ogromne łóżko i święty spokój. Wybór zrozumiałem dopiero po tej jednej nocy materac nad ranem się rozszedł i wylądowałem na podłodze. Mama narzekała, iż jestem beznadziejny mąż, ojciec chodził naburmuszony, jedzenia zabrakło, bo kaczka się spaliła w piekarniku, bo nikt nie umiał go włączyć.
Napisałem do niej sms: Małgosiu, przepraszam cię. Jestem idiotą. Materac padł, leżałem na parkiecie. Mamy mnie męczą, tata narzeka. Brakuje nam ciebie. Wróć. Przemyślałem sprawę. od dzisiaj rodzice śpią na kanapie a ty wracasz do naszej sypialni. Proszę, wracaj.
Nie odpowiedziała. Wróciła dopiero 3 stycznia. W domu chaos zlew pełen garów, pizza na stole, tata opuchnięty, mama zła. Ja nieogolony, jakby przejechał mnie walec.
No, przyszłaś w końcu? Na imprezowanie się wybrałaś, a my tutaj głodni, chorzy! zagaiła mama.
Nie zostawiłam was, tylko oddałam wam komfort. Ja zadbałam o siebie odpowiedziała stanowczo Małgosia. Przekonałam się, iż czasem warto zapłacić za własny święty spokój.
Przytuliłem się do niej, czując ulgę jak nigdy wcześniej.
Tej nocy spaliśmy znowu we własnym łóżku. A ja nauczyłem się jednej rzeczy jeżeli chcesz mieć w domu atmosferę i wspólny front, to nie możesz podejmować decyzji sam. A szacunek dla siebie kosztuje znacznie więcej i jest cenniejszy niż choćby najdroższy krem czy wygodny materac. I choć święta z rodzicami mogą być wyzwaniem na wielu frontach to od nas zależy, ile granic pozwolimy przekroczyć.
Następnym razem, zanim odejmę sobie od ust, by dogodzić innym, dwa razy się zastanowię, czy naprawdę warto. I będę serio wsłuchiwał się w głos żony. W końcu to nasz wspólny dom.











