Dziś wieczorem znów pochłaniał mnie żal. Że pośpieszyłem się z rozwodem. Mądry facet z kochanki robi święto, a ja żonę.
Cała radość, którą miałem po pracy, zniknęła, gdy tylko podjechałem pod blok na warszawskim Mokotowie. Wszedłem do klatki schodowej, a w mieszkaniu czekała na mnie niezmienna codzienność kapcie wsunięte pod komodę, zapach świeżego zupy ogórkowej, czystość, bukiet goździków na stole.
Nie wzruszało mnie to: żona w domu, a przecież co ma robić starsza kobieta przez cały dzień? Piec sernik i dziergać skarpetki. Może z tymi skarpetkami przesadziłem ale esencja jest jasna.
Małgorzata, zawsze uśmiechnięta, wyszła naprzeciw:
Zmęczony? Upiekłam drożdżówki z kapustą, z jabłkami, jak lubisz
Urwała pod moim ciężkim wzrokiem. Stała w domowych spodniach, bluzeczce, włosy związane chustką zawsze tak gotuje.
Całe życie pracowała jako kucharka, układ włosów to profesjonalny nawyk. Oczy podkreślone, na ustach błyszczyk, taki nawyk, który wydawał mi się już trochę nie na miejscu. Po co jej to w tym wieku?
Może nie powinienem był być taki niemiły, ale powiedziałem:
Makijaż w tym wieku to przesada. Naprawdę ci nie pasuje.
Usta Małgosi drgnęły, zamilkła i choćby nie nakryła mi do stołu. Może lepiej. Ciasto pod ściereczką, herbata zaparzona sam sobie poradzę.
Po kąpieli i kolacji zaczęła mnie ogarniać łagodniejsza nostalgia, wróciły wspomnienia z dnia. W ciepłym szlafroku rozsiadłem się w moim ulubionym fotelu, udawałem, iż czytam. Przypomniałem sobie tymczasem słowa nowej pracownicy:
Pan jest bardzo interesującym mężczyzną, a do tego atrakcyjnym.
Mam 56 lat i prowadzę dział prawny w dużej warszawskiej spółce. Pod sobą mam świeżego absolwenta i trzy kobiety po czterdziestce. Jeszcze jedna przeszła na urlop macierzyński na jej miejsce zatrudnili Zofię.
Gdy była przyjęta, ja byłem służbowo poza miastem. Dziś spotkałem ją po raz pierwszy.
Zaprosiłem do gabinetu, żeby się poznać. Przyszła razem z zapachem delikatnych perfum, wnosiła ze sobą świeżość. Owal twarzy, jasne loki, niebieskie oczy patrzące pewnie. Pełne usta, pieprzyk na policzku. Uwierzyłbym, iż ma 25, a nie 30 lat.
Rozwódka, matka ośmioletniego syna. Nie wiem czemu, ale pomyślałem: Dobrze.
Rozmawiając z Zosią, trochę zażartowałem powiedziałem, iż teraz ma takiego starego szefa. Ona zatrzepotała rzęsami i odpowiedziała, iż jej się to podoba te słowa przypomniały mi się teraz.
Wróciła do mnie Małgosia, już pogodzona, z herbatą rumiankową jak co wieczór. Westchnąłem: Wiecznie nie w porę.
Ale wypiłem z przyjemnością. Zastanowiłem się, co robi teraz młoda, piękna kobieta Zofia? Poczułem ukłucie zapomnianej zazdrości.
***
Zosia po pracy zajrzała do Biedronki. Ser, bułka, dla siebie kefir na kolację. W domu, na Pradze, była neutralna, bez uśmiechu. Machinalnie objęła syna Bartka, który wybiegł jej naprzeciw.
Ojciec majstrował w warsztacie na balkonie, mama coś gotowała w kuchni. Odłożyła zakupy, powiedziała, iż boli ją głowa i żeby jej nie przeszkadzać. W rzeczywistości czuła się bardzo osamotniona.
Od rozstania z ojcem Bartka męczyła się w próbach zostania dla kogoś istotną kobietą.
Wszyscy porządni faceci okazują się żonaci i szukają tylko rozrywki.
Nawet ostatni pracowali razem, zachowywał się jak zakochany. Dwa gorące lata. Wynajął jej mieszkanie (raczej dla siebie), ale gdy zrobiło się poważnie, oświadczył, iż powinni się rozstać, a ona musi też odejść z pracy.
Sam znalazł jej nową posadę. I teraz Zosia znów mieszkała z rodzicami i synem. Mama ją żałowała, ojciec uważał, iż dziecko powinno dorastać przynajmniej z matką.
Małgorzata od dawna zauważała, iż jej mąż przeżywa kryzys wieku. Niby wszystko mają, ale do szczęścia daleko. Bała się, co mogłoby być najważniejsze dla męża. Starała się łagodzić napięcia gotowała, dbała o siebie, nie męczyła go rozmowami, choć bardzo za tym tęskniła.
Próbowała zajmować się wnukiem, działką. Ale Tomasz nudził się, dąsał.
Może właśnie dlatego oboje pragnęli zmian romans Tomasza i Zosi rozpętał się bardzo szybko. Już po dwóch tygodniach od jej zatrudnienia zaprosił ją na lunch, a potem podwiózł do domu.
Przyłożył dłoń ona spojrzała rumiana.
Nie chcę się rozstawać. Pojedziemy na moją działkę w Piasecznie? wyszeptał. Zosia tylko kiwnęła głową, a samochód ruszył z piskiem opon.
W piątki kończyłem pracę wcześniej, ale dopiero o dziewiątej wieczorem moja żona dostała SMS: Porozmawiamy jutro.
Nie podejrzewałem nawet, jak trafnie ująłem sedno przyszłej, adekwatnie niepotrzebnej rozmowy. Małgorzata wiedziała, iż po 32 latach nie można już palić się ogniem.
Ale mąż był jej tak bliski, iż odejście to jak utrata części siebie. Niech sobie dąsa i mruczy i choćby czasem zachowuje się głupio, byle tylko siedział w swoim fotelu, jadł i oddychał obok niej.
Szukała słów, by zatrzymać rozpad życia (raczej jej własnego), nie spała całą noc.
Wyjęła album ślubny, gdzie byli młodzi i piękni. Tyle osób pragnęło mieć ją za żonę. On musi to pamiętać, pomyślała. Może gdy zobaczy fragmenty ich szczęścia, zrozumie, iż nie wszystko jest do wyrzucenia.
Ale wrócił dopiero w niedzielę i Małgorzata zrozumiała koniec. Przed nią był zupełnie inny Tomasz. Zalany adrenaliną. Żadnego wstydu, niepewności.
On nie bał się zmian, wręcz ich pragnął. Wszystko miał poukładane. Mówił tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Od tej chwili Małgorzata była wolna. Rozwód złoży jutro. Sam. Syn z rodziną przeprowadzi się do niej. Takie prawo. Mieszkanie dwupokojowe, w którym mieszkała rodzina syna, należało Tomaszowi ze spadku po ojcu.
Przeprowadzka do jej trzypokojowego nie pogorszy warunków młodej rodziny, a ona będzie miała kogo doglądać. Samochód do Tomasza. Działka zostaje dla niego jako miejsce wypoczynku.
Małgorzata wiedziała, iż wygląda żałośnie, ale łzy nie dawały się powstrzymać. Prosiła, by się nie spieszył, by wrócił pamięcią, pomyślał o zdrowiu chociażby swoim
Ostatnie wywołało w nim gniew. Podeszła blisko, wyszeptał niemal krzycząc:
Nie ciągnij mnie w swoją starość!
Nie byłoby rozsądne twierdzić, iż Zosia kochała Tomasza i dlatego zgodziła się na jego ślubną propozycję pierwszej nocy w domu na działce.
Status żony był dla niej kuszący, a jeszcze chętniej zgodziła się, żeby zobaczyć minę byłego kochanka, który ją odrzucił.
Dość życia w mieszkaniu, gdzie rządził ojciec i jego surowe zasady. Potrzebowała stabilnej przyszłości. Tomasz mógł jej to dać uznała, iż to nie najgorszy wybór.
Chociaż był już po pięćdziesiątce, nie wyglądał na dziadka. Wysportowany, uśmiechnięty, szef działu, inteligentny i wyrozumiały. W łóżku nie popełniał tych błędów co poprzedni faceci. Nie będzie wynajętego mieszkania, biedy, kradzieży. Same zalety? Był tylko jeden minus jego wiek.
Po roku zaczęło do niej docierać rozczarowanie. Ciągle czuła się młodą dziewczyną, chciała więcej życia. Koncerty, wyjazdy na basen, plaża w strzelistym kostiumie, wieczory z przyjaciółkami.
Z łatwością łączyła to z domem, rodziną. Bartek radził sobie świetnie, nie przeszkadzał jej żyć aktywnie.
Tomasz za to ewidentnie „odstawał”. W pracy prawa ręka, potrafił rozwiązać wszystko. W domu jednak stawał się zmęczonym, spokojnym człowiekiem, który potrzebuje ciszy i by respektować jego nawyki. Goście, teatr, choćby wyjazdy na plażę owszem, ale raczej z umiarem.
Nie odmawiał seksu, ale potem od razu spał, choćby o dziewiątej wieczorem.
Zdarzało się, iż trzeba było uważać na jego słaby żołądek. Nie znosił smażonego, kiełbasy, gotowców. Była żona go zepsuła.
Często tęsknił za jej gotowaniem na parze. Zosia gotowała pod gust syna, nie rozumiała, jak można narzekać na kotlety ze schabu.
Nie pamiętała listy leków, uznając, iż dorosły facet sam sobie poradzi. I tak się ułożyło, iż część jej życia przebiegała osobno.
Brała syna na wycieczki, spotkania z koleżankami. Niesamowite, ale wiek męża wręcz ją motywował, by szybciej korzystać z życia.
Już nie pracowali razem dyrekcja uznała, iż to niestosowne, więc Zosia przeniosła się do kancelarii notarialnej. choćby poczuła ulgę, iż nie musi być ciągle na oczach męża, który coraz bardziej przypominał jej surowego ojca.
Szacunek to uczucie, jakie miała do Tomasza. Czy to wystarczy do szczęścia?
Zbliżały się 60. urodziny Tomasza chciała przyjęcia z rozmachem. On zamówił stolik w małej, sprawdzonej restauracji na Saskiej Kępie. Chyba się nudził, ale to zrozumiałe w jego wieku. Zosia się tym nie przejęła.
Świętowali koledzy z pracy. Rodziny, które kiedyś znał z Małgorzatą, nie wypadało zapraszać. Rodzina daleko, nie zaakceptowała młodszego związku.
Z synem, można powiedzieć, stracił kontakt. Ale czy ojciec nie ma prawa do swojego życia?! Myślał, iż decydowanie będzie wyglądać inaczej.
Pierwszy rok z Zosią był jak miesiąc miodowy. Uwielbiał z nią przebywać wśród ludzi, wspierał jej wydatki (te rozsądne), koleżanki, fitness. Wytrzymywał choćby głośne koncerty i szalone filmy. Na fali entuzjazmu przekazał jej i synowi pełne prawa do swojego mieszkania, a po roku dał jej część działki nad Wisłą.
Zosia za jego plecami poprosiła Małgorzatę o swoją część. Groziła, iż sprzeda udział byle komu. Wykupiła całość oczywiście za pieniądze Tomasza, i działka przeszła na nią. Tłumaczyła, iż to dla dobro dziecka rzeka, las Całe lato jej rodzice z Bartkiem spędzali na działce. Tomasz nie przepadał za bardzo rozbrykanym synem żony. Ożenił się z miłości, nie dla wychowania cudzych dzieci.
Stara rodzina poczuła żal. Po sprzedaży mieszkania rozeszli się. Syn znalazł nową dwupokojową, Małgorzata zamieszkała w kawalerce. Jak żyli Tomasz nie pytał.
I nadeszły 60. urodziny. Tyle osób szczerze życzyło mu zdrowia, miłości, szczęścia. A on już od dawna nie czuł ekscytacji. Coraz bardziej dominowało zmęczenie.
Żonę, młodą, kochał na pewno. Ale już nie nadążał. Nie dało się jej utemperować. Uśmiechała się i żyła po swojemu. Niczego mu nie odmawiała, ale czuł to, co go irytowało.
Chciałby w niej duszę Małgorzaty! Żeby podchodziła z rumiankową herbatą, okrywała kocem. Z Małgorzatą spacerowałby po parku, szeptał wieczorami w kuchni, ale Zosia nie wytrzymywała dłuższych rozmów. choćby zaczęła nudzić się w łóżku. On się denerwował, co tylko pogarszało sprawę.
W głębi serca Tomasz żałował, iż tak pospieszył się z rozwodem. Mądry facet zamienia kochankę w święto, a ja zrobiłem z niej żonę!
Zosia z jej temperamentem pewnie jeszcze przez 10 lat będzie zadziorna i pełna życia, ale choćby po czterdziestce zostanie wyraźnie młodsza ode mnie. Ta przepaść będzie się powiększać. Może będę miał szczęście umrzeć nagle. A jeżeli nie?
Bezrozumnie krążyły mi te myśli po głowie, pulsowały w skroniach. Spojrzałem na Zosię była wśród tańczących, promienna, z błyszczącymi oczami. Szczęście to budzić się przy niej Ale
Użyłem okazji, wyszedłem z restauracji. Chciałem odetchnąć, przewietrzyć smutek. Ale kolega podszedł, zaraz go dogonili inni goście. Duszność narastała, wsiadłem do taksówki stojącej przy ulicy. Poprosiłem, żeby ruszył szybko. Kierunek wybrałem później.
Szukałem miejsca, gdzie liczyłbym się tylko ja. Gdzie ktoś już na mnie czeka, ceni wspólne chwile, pozwala odpocząć, nie boi się mojej słabości ani wieku.
Zadzwoniłem do syna. Prawie żaląc się, poprosiłem o nowy adres byłej żony. Usłyszałem zasłużoną złość, ale nalegałem to sprawa życia i śmierci.
Wymamrotałem, iż dziś mam urodziny. Syn zmiękł, ostrzegł, iż mama może nie być sama. Żadnego nowego partnera po prostu przyjaciel.
Mama mówiła, iż uczyli się razem. Nazwisko śmieszne Chyba Bułkowicz.
Bulkiewicz poprawiłem, poczułem ukłucie zazdrości. Tak, kiedyś ją kochałem. Wielu ją pragnęło. Piękna, odważna.
Chciała wyjść za Bulkiewicza, ale to ja ją odbiłem. Dawne to czasy, ale tak obecne, iż aż boli bardziej niż nowa codzienność z Zosią.
Syn zapytał:
Po co ci to, tato?
Drgnąłem na dźwięk dawnego zwrotu i zrozumiałem, jak bardzo za nimi tęsknię. Odpowiedziałem szczerze:
Nie wiem, synu.
Syn podyktował adres. Taxi zatrzymała się, wysiadłem nie chciałem rozmawiać z Małgorzatą przy świadkach. Zobaczyłem godzinę prawie dziewiąta, ale ona przecież zawsze była sową, choć dla mnie łączyła cechy skowronka.
Wpisałem kod domofonu.
Odpowiedział ktoś obcy, męskim, trochę przytłumionym głosem. Powiedział, iż Małgorzata jest zajęta.
Co się z nią dzieje?! Jest zdrowa? zaniepokoiłem się. Głos zażądał, bym się przedstawił.
Jestem jej mąż, między innymi! Pewnie pan Bulkiewicz, zawołałem z wyraźną zazdrością.
Pan Bulkiewicz poprawił mnie odważnie: mąż już nie jestem, więc nie mam prawa jej niepokoić. Nie widział potrzeby wyjaśniać mi, iż przyjaciółka właśnie bierze kąpiel.
Stara miłość nie rdzewieje? zapytałem z przekąsem, gotowy do dłuższej konfrontacji.
Nie, ona srebrnieje odpowiedział krótko.
Drzwi się nie otworzyły…













