Mamo, to jest moja dziewczyna, Jagoda… Paweł próbował przedstawić swoją ukochaną niby przypadkiem, ale zdenerwowanie wyraźnie słychać było w jego głosie. I my byśmy chcieli no tego w sumie ten
Aha Czego ty chcesz, to mnie już dawno wiadomo Mama z uwagą przyglądała się synowej wybrance. Ale czy twoja dziewczyna tego też pragnie? Jagódko, dobrze znasz mojego Pawła?
Jeszcze jak, znam go lepiej niż własną kieszeń odparła przyszła narzeczona, w ogóle się nie krępując.
Jak to mówisz? matka aż przeszła na pani ze zdziwienia. Dziewczyny tak rozmawiają?
A co w tym złego, proszę pani? Takie powiedzenie istnieje w polskim języku: znać kogoś jak własną kieszeń. Ale po co mamy tutaj o Pawle rozmawiać? Lepiej, żebyśmy się my dwie poznały bliżej. Może się okaże, iż do siebie nie pasujemy.
W jakim sensie nie pasujemy? niepewnie spytała mama.
W tym sensie, iż razem będziemy czekać, aż Paweł wróci w nocy z imprezy, słuchać jak chrapie po piwie, no i razem będziemy się martwić.
Ale co ja mam do tego? matka nie wiedziała, jak odzyskać kontrolę nad rozmową. Przecież będziecie mieszkać osobno Taką mam nadzieję
Ale to pani będzie zbierać się pod drzwiami i czuwać. Wszystkie mamy tak robią.
No wiecie Paweł obserwował tę dziwną rozmowę z coraz większym zaniepokojeniem. Co wy tu za bajki o mnie wymyślacie?
Cicho! obie kobiety równocześnie uciszyły go.
No dobrze, pani Mario, chciałabym się jeszcze dowiedzieć, czy pani bywa kłótliwa? Paweł nie chce na ten temat rozmawiać
Co znaczy kłótliwa? Mama otworzyła szeroko oczy. Kobiety się biją?
A jakże! parsknęła Jagoda. Niektóre to mężów tak przeciągną przez kuchnię, iż choćby babcia by się zdziwiła.
O Matko Boska Mama aż zasłoniła twarz rękoma. Jakie słownictwo co za historie
Bez przesady, pani Mario Jagoda porozumiewawczo spojrzała na matkę Pawła. Proszę przyznać, czasem miała pani ochotę swojemu mężowi przyłożyć? Albo synkowi?
No Mama już chciała się przyznać, ale gwałtownie się opanowała. Nigdy w życiu.
Doceniam chęć pokazania klasy uśmiechnęła się Jagoda ale jakoś nie wierzę. Jak można być mamą takiego chłopaka i choć raz nie mieć ochoty mu przyłożyć? A propos, czy pani kiedyś Pawła w dzieciństwie pasem przez pupę przeciągnęła?
Ależ skąd! Tym razem matka powiedziała szczerze.
Eh znów odezwał się Paweł, ale natychmiast usłyszał chóralne:
Cicho!
Trochę panią żal, pani Mario Jagoda pogładziła Pawła po pupie. Taka pupa aż się prosi, żeby ją przygonić inaczej szuka sobie kłopotów. Ale, szczerze mówiąc, Paweł to dobry chłopak. Jeszcze można go skierować na prostą. A tak przy okazji, może napijemy się herbaty? Przy herbacie rozmowy idą szczerze. Ciasto też przyniosłam.
Wieczorem, gdy do domu wrócił ojciec, Maria przy synu ogłosiła:
Kochany! Nasz Paweł w końcu się żeni!
No nie! Niemożliwe! zawołał uradowany tata.
Spokojnie, jeszcze się zastanawiam skorygował ich syn.
Nie ma mowy, synu matka powiedziała groźnym tonem. Tym razem na pewno bierzesz ślub. Jak się rozmyślisz, to ta Jagoda zostanie moją córką.
Mamo, przecież ona ma rodziców zaśmiał się Paweł.
Żaden problem zawyrokowała mama. W takim razie ciebie odniosę z powrotem do szpitala i powiem, iż mi podłożyli obcego syna Twój tatuś na pewno się ze mną zgodzi.
jeżeli będzie trzeba słowo daję! pokiwał głową ojciec i pokazał synowi pięść.
Nie zawsze łatwo jest połączyć dwie rodziny i różne charaktery, ale szczera rozmowa i odrobina humoru pomagają budować więzi na całe życie.










