Jak można się tak stoczyć? Kochana, nie wstyd ci? Ręce i nogi masz całe, czemu nie idziesz do pracy? tak mówiły żebraczce z dzieckiem ludzie przechodzący obok.
Danuta Zawadzka powoli spacerowała wzdłuż regałów ogromnego supermarketu, przyglądając się półkom uginającym się pod kolorowymi opakowaniami. Przychodziła tu codziennie, trochę jakby do pracy. Nie potrzebowała wielkich zakupów nie miała dużej rodziny do wykarmienia. Każdego wieczora starsza pani uciekała więc z własnej samotności do jasnego, ciepłego sklepu.
Latem było łatwiej wystarczyło przysiąść na ławce z sąsiadkami przed blokiem. Zimą jednak nie było wyboru, więc Danuta naprawdę polubiła te spacery po nowym markecie.
Ludzi tu zawsze było dużo, w powietrzu unosił się aromat świeżej kawy, cicho grała muzyka, a te wszystkie produkty w bajecznych opakowaniach cieszyły oko, trochę przypominały zabawki z dawnych lat i wywoływały uśmiech.
Chwilę bawiła się w dłoni kubeczkiem jogurtu truskawkowego, próbując odczytać etykietę, zanim odłożyła go na półkę. Takie smakołyki były poza jej zasięgiem, ale popatrzeć przecież można. Przeglądając tę obfitość, myślami odpłynęła do przeszłości.
Wróciły obrazy długich kolejek do mięsa, gdzie ekspedientki z groźnymi minami walczyły o każdy towar, wspomniała szare papierowe torby, w które wszystko pakowano. Uśmiechnęła się, przypominając sobie, jak wychowywała swoją córkę. Gotowa była odstać każdą kolejkę, żeby tylko sprawić jej przyjemność. Myśl o córce zabiła mocniej w sercu. Stanęła przy zamrażalniku z mrożonymi rybami, mocno wspierając się na ręce.
Wspomnienie rozjaśniło obraz: śmiejąca się jej Iga, z burzą rudych loków, wielkimi szarymi oczami, piegami na nosie i dołeczkami w policzkach.
Jaka ona była piękna pomyślała z żalem Danuta.
Pod czujnym okiem ekspedientki podeszła do działu z pieczywem.
Iga była jej całym światem. Wyrosła na bystrą, samodzielną dziewczynę. Kiedy zrozumiała, iż zwykła praca jej nie uszczęśliwi, postanowiła zostać matką zastępczą. Tak, jak Danuta jej kiedyś powtarzała: takie decyzje nie przynoszą szczęścia.
Ale kto słucha matki w wieku dwudziestu lat? Gdyby ojciec żył, może wszystko byłoby inaczej. A jak te hieny śmiały namówić niedoświadczoną dziewczynę na taki krok?
Iga tylko się śmiała i głaskała swój zaokrąglający się brzuch. Matka kręciła z żalem głową jak można oddać dziecko, które się nosiło pod sercem tyle miesięcy?
Ale córka tylko machała ręką: Mamo, dla mnie to już choćby nie dziecko, to po prostu dobre pieniądze. Poród był ciężki, a lekarze niezbyt się starali Igi nie dało się uratować. Zmarła trzy dni później. Urodzoną dziewczynkę natychmiast oddano zamawiającym, Danuta nie zobaczyła choćby grosza, bo to nie ona podpisywała umowę, tylko córka.
Pochowała ją i została sama. Rodziny żadnej już nie miała jakby wpadła w pustkę, z której nie chciała się wydobyć. Tak było łatwiej.
Zmierzając do stoiska z pieczywem, by kupić cokolwiek, by nikt nie myślał, iż przychodzi do sklepu bez celu, wymacała w kieszeni kilka złotych i skierowała się do kasy. Przygotowała wcześniej drobne i wręczyła je kasjerce, resztę ściskając mocno w dłoni.
Tę młodą żebraczkę zauważyła drugiego dnia po otwarciu supermarketu, prawie miesiąc temu. Wtedy robiła jeszcze turystyczne obchody po sklepie. Co ją tak ujęło? Może właśnie młodość, która rzucała się w oczy, albo jakiś tragiczny bezruch. Może to, jak mocno trzymała dziecko.
Jak można się tak stoczyć? pomyślała. Zostawiła drobniaki w puszce i podeszła bliżej: Dziecko drogie, to ci nie wstyd? Sprawne ręce, zdrowe nogi młoda, jeszcze możesz pracować.
Zmarszczyła brwi, gdy widziała, jak przechodnie omijają dziewczynę z dzieckiem nie chcąc wchodzić starszej pani pod nogi.
Dziękuję za parę groszy, ale idź już swoją drogą, muszę jeszcze trochę uzbierać, bo inaczej będzie kłopot.
Danuta z żalem pokiwała głową i odeszła, nie chcąc się narzucać ani prawić morałów. Umiała pomagać dyskretnie i bez pośpiechu. Nikogo ten widok specjalnie już nie wzruszał ani policji, ani opieki społecznej. Tak bardzo się przyzwyczailiśmy do proszących o wsparcie, iż nikt już nie zwraca uwagi.
Wracając do domu, Danuta ciągle miała przed oczami tą dziewczynę z dzieckiem. Jej szare oczy, ten nieśmiały, znajomy głos gdzieś już go słyszała! W domu rozebrała się z ciepłych butów, włączyła światło i weszła do kuchni z chlebem. Po piętnastu minutach piła herbatę ze swojego ulubionego kubka, zajadając kromkę żytniego chleba z cienkim plasterkiem kiełbasy.
Jak ona tam głoduje pomyślała przy takim mrozie! Co to za życie
Wyjrzała przez okno, próbując dostrzec dziewczynę i zaniemówiła z przerażenia. Dwóch obcych, wyglądających nie najlepiej facetów, brutalnie wpychało ją do auta.
Danuta wpadła w panikę. Rzuciła się do telefonu, ale przestraszyła się, iż tylko zaszkodzi. Wróciła do okna, ale parking przed sklepem był już pusty.
Postanowiła przeczekać do rana. I tak nie zapamiętałaby numerów auta. Noc minęła jej niespokojnie dziewczyna i dziecko cały czas wracały w myślach. Przed świtem miała przedziwny sen: widziała swoją Igę, stojącą przed drzwiami sklepu z dzieckiem na ręku. Dziewczynka była cała sina od zimna, Danuta mocno ją przytuliła, chcąc ogrzać. Ale córka odsunęła się.
Mamo, mi nie zimno odpowiedziała.
Danuta odebrała jej dziecko, rozchyliła kocyk i zobaczyła lalkę z medalikiem na szyi.
Taki znajomy medalik powtarzała przez sen.
Zerwała się i spojrzała na zegar: już dziewiąta! Pobiegła do okna. Dziewczyna z dzieckiem znowu była pod sklepem. Uff, jest dobrze, pomyślała, przekręcając się na krzyż.
Był Sylwester, mróz trzaskał jak diabli. Dziewczynka zamarzłaby do wieczora stojąc tak długo na ulicy. Danuta gwałtownie zrobiła kanapki z kiełbasą, zaparzyła słodką herbatę do termosu i ubrała się ciepło.
Gdy szła w jej stronę, dziewczyna nerwowo osłoniła sińca na skroni szalikiem.
Nie martw się, kochanie Danuta podała jej kanapki. Głodna nie będziesz.
Dziewczyna tylko się uśmiechnęła oczami i rzuciła się na jedzenie na oddalonej ławce. Jadła łapczywie, prawie się krztusząc. Nerwowo sprawdziła, czy dziecko wciąż przy niej, przełknęła ostatni kęs, popiła herbatą i podeszła z powrotem.
Dziękuję, do siódmej jakoś przetrwamy, później nas zabiorą powiedziała cicho.
Do wieczora Danuta raz po raz sprawdzała termometr za oknem mróz się wzmagał. O piątej nalała barszczu do słoika i wyszła po kilka rzeczy do sklepu. Przechodząc obok dziewczyny, zostawiła przy niej słoik, wrzuciła jeszcze resztę drobnych i mrugnęła porozumiewawczo.
Potem już tylko gwałtownie wzięła kiełbasę i ogórki na sałatkę jarzynową. Nie spodziewała się bogatego stołu na Nowy Rok, ale głodna nie będzie. Wychodząc, nie widziała nigdzie żebraczki, słoik z barszczem też zniknął. Może gdzieś je pomyślała z uśmiechem i wróciła do domu.
Poukładała przystawki, wrzuciła karpia do piekarnika, zaczęła nakrywać stół. Może któraś z sąsiadek zajrzy z życzeniami.
Było już po dziesiątej, gdy jeszcze raz wyjrzała przez okno. Chciała się upewnić, iż dziewczyna już wróciła do ciepła. Na ławce pod lampą siedziała znajoma sylwetka trzęsła się z płaczu.
Danuta z duszą na ramieniu narzuciła na ramiona wełniany szal i wybiegła w kapciach po schodach. Podbiegła, uspokajając serce, i przysiadła obok.
Nie mam już gdzie iść wyszeptała dziewczyna.
Niepewność w jej oczach chwyciła starszą panią za serce.
Zajmij się nim, proszę podała Danucie zawiniątko i odeszła w kierunku ulicy.
Starsza pani domyśliła się już wszystkiego i ruszyła za nią.
O nie, kochana! Wstawaj, chodź za mną! wykrzyknęła, pociągając dziewczynę w stronę swojego bloku.
W cieple w mieszkaniu Danuta zabrała dziecko i rozwinęła koc, ustawiając je przy kaloryferze.
Jak masz na imię? spytała, po czym urwała pytanie, dostrzegając znajomy medalik z misiem.
Dziewczyna zauważyła jej spojrzenie:
Spokojnie, to po mamie jedyna pamiątka.
Danucie aż nogi się ugięły. Ten medalik… sama go dała Idze na szesnaste urodziny, wtedy, gdy oddała swoją starą broszkę do przerobienia na zawieszkę i dokupiła łańcuszek ze złota, a za resztę pieniędzy wyprawiła Idze przyjęcie w kawiarni.
Dziewczyna zdjęła kurtkę i spojrzała niepewnie:
Mogę się wykąpać?
Po przytaknięciu zniknęła w łazience, a Danuta zaparzyła sobie walerianę.
To niemożliwe Czyżby ta żebraczka to moja wnuczka? przemknęło jej przez głowę.
Później utuliła chłopca na kanapie i zaprosiła ją do stołu.
Alicja! rzuciła od niechcenia.
Skąd pani wie? zdziwiła się dziewczyna.
Danuta tylko machnęła ręką:
Tak jakoś, jedz.
Napięcie jej puściło już nie miała wątpliwości, iż oto gości własną wnuczkę. Przecież to imię wybrali rodzice dla jeszcze nienarodzonej wtedy córeczki Igi.
Dziewczyna uśmiechnęła się wdzięcznie i zabrała się za jedzenie.
Danuta nie spuszczała jej z oczu.
No opowiedz, Alu, co się stało? zapytała łagodnie.
Dziewczyna jakby na to czekała, zaczęła mówić, szybko, nerwowo, jakby wreszcie mogła wyrzucić z siebie cały ból. Do piątego roku życia wszystko było dobrze, miała choćby własnego kucyka. Potem rodzice zaczęli się kłócić i rozeszli się. Alicja została z mamą, która pewnego dnia po prostu zaprowadziła ją do domu dziecka i podpisała papiery rezygnacji.
Dlaczego? Nigdy się nie dowiedziała. Z pięknej bajki została wyrzucona z dnia na dzień, jak niepotrzebny sprzęt. Dwanaście lat przeszło jej w sierocińcu, potem wypuścili ją w dorosłość.
Dostała mieszkanie jako dziecko z domu dziecka, ale ją oszukano ulokowano w przenikającym wilgocią baraku przeznaczonym do rozbiórki. Tam poznała Wiesia, hydraulika. Kiedy dowiedział się o ciąży, zniknął. Gdy barak rozebrano, pozwolono jej zostać w starym mieszkaniu tylko do porodu.
Okazało się potem, iż nowe mieszkanie już ktoś inny zajął.
Sama z dzieckiem walczyć nie umiała. Snuła się po dworcach i prosiła o jałmużnę przy metrze. Tam wypatrzył ją Igor Blady, który opiekował się bezdomnymi.
Uważał, iż młoda dziewczyna z dzieckiem może mu przynieść niezłe pieniądze, więc zaproponował nocleg w zamian za część tego, co uzbiera.
I tak Alicja z synkiem trafiła do wielkiej piwnicy, gdzie mieszkało wielu takich jak ona. Byli tam schorowani, niepełnosprawni, ale najwięcej żebrakówaktorów, którzy rysowali sobie siniaki i zabandażowane głowy, przypinali garby i sztuczne brzuchy. Dobrym aktorom szło najlepiej, Alicji nie, bo była zbyt nieobrotna.
Dni mijały jeden za drugim, rano rozwózka na ich punkty, wieczorem zdawanie kasy. Warunki były znośne, ale naciski dla niej coraz większe płacono mało, a jej synek tylko wrzeszczy i przeszkadza innym.
Aż dziś jej nie odebrali, zostawili na łaskę losu. Ze spuszczoną głową wpatrywała się w talerz.
Nie wiem, jakbyśmy przetrwali tę noc, gdyby nie pani
Odłożyła widelec i ziewnęła.
Rano pójdziemy dalej, niech pani się nie martwi, tylko muszę się wyspać.
Alicja zaraz zasnęła przy stole.
Danuta położyła ją potem do łóżka, obok synka, który spał spokojnie w fotelu.
Potem siedziała przy skromnym noworocznym stole, ze łzami w oczach słuchała przemówienia prezydenta. Nie miałaby serca wyrzucić wnuczki i jej synka. Zostaną z nią. Tak właśnie powinno być. Gdy nadejdzie odpowiedni moment, wszystko dziewczynie wyjaśni. Pomoże jej się pozbierać, wychować syna. Najpierw niech trochę pooddycha spokojem normalnego domu. Tyle przecież przeszła
Gdy wybiła północ, Danuta nalała sobie kieliszek domowej nalewki. Podeszła do okna i patrzyła długo na rozświetlone lampami miasto, ciesząc się padającym śniegiem.
Myślała: Dzięki Ci, Panie Boże, za to niespodziewane szczęście. Żegnaj samotności! Znowu mam rodzinę.












