Czas na wspólne biesiadowanie – zaproś rodzinę i przyjaciół do stołu!

polregion.pl 1 dzień temu

Kasieńko, widzimy się za trzy dni! I nie zapomnij upiec swojego słynnego pieczenia mięsnego. Jest taki pyszny… radośnie trajkotała przez telefon teściowa Krystyna.

Ale Kasi nie było do śmiechu. Po zakończonej rozmowie opadła ciężko na krzesło. Za kilka dni była Wielkanoc i cała rodzina męża, Pawła, miała przyjechać do nich.

Macie takie przestronne mieszkanie, dla wszystkich starczy miejsca! Kiedyś gnieździliśmy się po malutkich pokojach, a tu można rozwinąć skrzydła! podsumowała dwa lata temu Krystyna, teściowa.

Kasia zaczynała nienawidzić swojego trzypokojowego mieszkania, na które jeszcze długo będą musieli spłacać kredyt hipoteczny. Tylko przez to mieszkanie całe to stadko przyjeżdżało do niej, robiło bałagan i nie dawało spać.

Do kuchni wszedł Paweł i pocałował żonę w czubek głowy.

Wszystko z mamą ustalone? zapytał.

Tak, znowu świętujemy u nas. Paweł, może jednak pogadałbyś z mamą? błagalnie spojrzała na męża.

Paweł zmarszczył brwi.

Kasia, przecież już o tym rozmawialiśmy. Mama cię uwielbia i jest zachwycona twoją kuchnią! Jak mam jej powiedzieć, żeby nie przyjeżdżała? Poza tym, mama już na emeryturze. Nie wmówisz jej teraz gotowania na wszystkich, nie ma już tyle siły. Wychowała czwórkę dzieci, trzeba jej oddać to, co zasłużyła. Odpoczynek jej się należy.

Jak zwykle Kasia uległa. W duchu myślała tylko: A kto pomyśli o mnie? Czemu ja w święta muszę karmić i obsługiwać całą zgraję?.

Skarżenie się nie miało sensu. Nie chciała się kłócić z mężem ani psuć rodzinnej atmosfery, więc następnego dnia ruszyła po zakupy. W dzień przed Wielkanocą cały dzień spędziła w kuchni.

Do późnego wieczora Kasia krzątała się przy garnkach. Miała zjawić się cała rodzina teściowej, czyli ponad dziesięć osób!

Dlaczego zawsze wszystko jest na mojej głowie? Naprawdę nikt nie może przyjść pomóc? Nie mówię o twojej mamie, ale może choćby któraś szwagierka? Czy wszyscy mają zasłużony odpoczynek? zapytała męża, mieszając ciasto na pieczeń.

Paweł spojrzał zdziwiony.

Przecież wiesz, iż bracia gotować nie umieją, tak samo jak ja. Szwagierki zajęte: jedna dziećmi, druga pracą. Nie wyrwę ich z codzienności, Kasiu, to byłoby nie w porządku.

A mnie można wyrwać? Też pracuję, choćby jeżeli zdalnie, to nie znaczy, iż się nie męczę, Paweł.

Nie złość się uśmiechnął się Paweł i objął ją w pasie. Będzie dobrze. Wszyscy się zjadą, zjesz swoje potrawy, będą cię chwalić. Zobaczysz, od razu poprawi ci się humor.

Kasia znowu dała się przekonać. Tej nocy, gdy legła z wyczerpania do łóżka, długo nie mogła zasnąć. Myśli nie dawały jej spokoju.

Po co mi te pochwały? Sama wolałabym przyjść na gotowe, nie tracić czasu, pieniędzy i sił pomyślała.

Rankiem, gdy wreszcie zasnęła twardym snem, obudził ją dzwonek telefonu. Teściowa postanowiła pierwsza wszystkim złożyć życzenia. I jeszcze dodała:

Za godzinę będziemy u was! Wczoraj już wszystkim dzieciom powiedziałam, więc zacznij nakrywać do stołu! głos Krystyny był pogodny i energiczny.

Kasia nie mogła się podnieść. Ledwo miała siłę, by rozpocząć dzień. Przed oczami stawały jej obrazy: nakrywanie stołu, setki razy w kuchni, wynoszenie i przynoszenie talerzy, a potem sprzątanie.

Nie chcę… jęknęła w poduszkę.

Kasiu, czemu jeszcze w łóżku? Mama zaraz przyjedzie i goście Paweł stał w drzwiach i patrzył na żonę z dezaprobatą.

Już idę odpowiedziała niechętnie i usiadła. Dasz radę, poradzisz sobie ze wszystkim, jesteś silna szepnęła do siebie i powlokła się do łazienki.

Pocieszała się jak tylko mogła. Udało się jej wszystko zdążyć i podgrzać na czas.

…Przy stole panował gwar. Rodzina opowiadała sobie historie, dzieliła się planami. Obok Kasi usiadła teściowa i nie przestawała ją głośno chwalić:

Jak nasza Kasiunia gotuje! Wszystko takie pyszne, córeczko! Ja bym w życiu takiego stołu nie przygotowała Krystyna promiennie się uśmiechała, ściskała Kasi rękę i patrzyła jej głęboko w oczy z aprobatą.

Kasia, choć przyjmowała pochwały, co chwilę uciekała od stołu na balkon, schować się przed hałasem i pytaniami o dzieci. Z Pawłem postanowili jeszcze trochę poczekać, ale rodzinę to w ogóle nie obchodziło.

Kasiunia! dobiegło ją wołanie teściowej. Czas na deser! Gdzie uciekłaś?

Drzwi na balkon otworzyły się i wsunęła się w nie Krystyna.

Palisz? zapytała zaskoczona.

Co? Nie, skąd! zerwała się Kasia. Po prostu wyszłam przewietrzyć się. Duszno w mieszkaniu.

Tak, dzieci w środku, okien nie otworzysz. Już myślałam, iż podpalasz… Uważaj, jeszcze masz mi wnuki rodzić! Krystyna z żartem pogroziła palcem.

Kasia krzywo się uśmiechnęła, ale teściowa nie zwróciła uwagi.

Chodź, trzeba sprzątnąć po obiedzie i podać deser.

Idę

Po wejściu do salonu Krystyna od razu zajęła swoje miejsce, a Kasia została sama. Pozbierała brudne talerze, zaniosła je do kuchni, potem rozłożyła desery i nałożyła gościom sztućce. Wszystko sama.

Twój tort jest najlepszy na świecie znów pochwaliła teściowa.

Kasia gwałtownie wymknęła się do kuchni. Zabrała się za mycie naczyń, by choć przez chwilę zająć czymś dłonie i myśli. Żałowała, iż jeszcze nie dorobili się zmywarki, choć tyle razy to planowała.

Po dwóch godzinach goście zaczęli się zbierać.

Pawełku, odwieziesz mnie do domu? spytała Krystyna.

Pewnie, mamo, tylko przyniosę klucze.

Gdy w mieszkaniu została sama, Kasia weszła do salonu i ciężko opadła na kanapę. Wszędzie panował rozgardiasz. Gromada gości, kilka dzieci zniszczona cała wczorajsza robota.

Trzeba się wziąć i dokończyć sprzątanie mruknęła do siebie. Jak zostawię, to jutro będę zła na siebie jeszcze bardziej. Ech…

Z westchnieniem wstała, zebrała brudne naczynia, obrus i ręczniki trafiły do prania, stół na miejsce w salonie. Najpierw zmyła wszystko manualnie, potem popakowała resztki do pojemników, odkurzyła całe mieszkanie, umyła podłogę.

Należy mi się choć coś miłego za tę harówkę…

Nalała sobie pełną wannę, wrzuciła ulubioną kąpielową bombę solną, puściła muzykę. Ciepła woda koiła spięte i obolałe mięśnie. Pierwszy raz od kilku godzin sięgnęła po telefon. Czekała na nią wiadomość od męża:

Mama zaproponowała, żebym został. Wrócę jutro.

Niczego innego się nie spodziewałam. Jak zwykle

Paweł doskonale wiedział, iż Kasia będzie dzisiaj sprzątać. A jednak został u matki, zamiast wrócić pomóc żonie.

Skoro oni tak do mnie, to ja do nich też. Mam dość! zdecydowała w duchu.

Miesiąc minął niepostrzeżenie. Zbliżało się kolejne święto. Telefon Krystyny nie kazał na siebie długo czekać:

Kasiunia, nakrywaj do stołu! W piątek przyjeżdżamy świętować urodziny młodszego Pawła brata.

Oczywiście, stół stoi na miejscu. Ale gotować będzie musiał już ktoś inny. Mam urwanie głowy w pracy, muszę lecieć do biura. Nie wiem, kiedy się zwolnię westchnęła teatralnie Kasia. Może choćby nie dam rady być na świętowaniu…

Co? Jak to?

Praca, co zrobić…

No dobrze, coś wymyślę. Szkoda mruknęła Krystyna.

Do widzenia powiedziała z uśmiechem Kasia, odkładając słuchawkę.

Urodzinowy wieczór spędziła u przyjaciółki, a rano zmusiła Pawła do posprzątania po imprezie w końcu to święto jego brata, nie jej.

Kiedy zbliżał się jubileusz teściowej, Kasia wzięła urlop i pojechała do rodziców do innego miasta. Swój prezent wręczyła wcześniej, przekazując przy okazji wieści:

A gdzie będziemy świętować?

Paweł was wpuści, ale mnie nie będzie w domu.

A jedzenie?

Zamówcie coś. Albo inne synowe coś upieką. Poradzicie sobie!

Podczas kolejnych świąt Kasia była już w domu. Stół ograniczał się do wędlin i kupnego ciasta. Zawsze powtarzała to samo:

Nie miałam czasu gotować. Strasznie dużo pracy. jeżeli chcecie, możecie coś zamówić.

Nikt nie chciał jednak otwierać portfela i wydawać pieniędzy. Na Sylwestra rodzina zrozumiała w końcu, iż na barkach Kasi dalej wozić się nie da. I wszelkie chęci wspólnego świętowania wyparowały.

Tego Sylwestra Kasia i Paweł spędzili tylko we dwoje i to jej odpowiadało najbardziej. Plan się powiódł. Unosząc kieliszek szampana, pomyślała z uśmiechem, iż należy się jej toast za odwagę.

Idź do oryginalnego materiału