Bezczelność bez granic, czyli rodzinny dylemat przy polskim morzu: Kto wynajmie nasz dom – swoi czy …

twojacena.pl 6 dni temu

Bezczelność bez granic

No powiedz mi szczerze, Justynko zaczął marudzić Tomek jaka to jest, do cholery, różnica, komu wynajmiemy domek? Znajomym czy obcym? Przecież złotówki te same.

Justyna właśnie kończyła rozwieszać pranie na suszarce. Lepiej by pomógł, zamiast narzekać.

Tomku, mój drogi odpowiedziała różnica polega na tym, iż od rodziny później tych pieniędzy nie wydusisz.

Masz na myśli Grześka? aż niemiło tego słuchać Przecież Grzesiek to mój brat! On na pewno zapłaci, daję słowo. choćby rabatu nie prosił! Wynajmie domek za pełną cenę! Na całe lato! I nie będziemy musieli sami szukać najemców.

Tomek, to domek nad Bałtykiem. Ja chętnych znajdę w pięć minut.

To powiedz mi proszę, gdzie widzisz tu sens wynajmować dom obcym?

A widzisz, bo z obcymi jest łatwiej: umowa, zadatek, nie płacą wyprowadzasz. A z rodziną zaczynają się teksty: Justynko, przecież rozumiesz, mamy dzieci albo Przelejemy później, albo telewizor się rozbił, ale chyba nam darujesz karę?. Lepiej nie pytaj, co moi rodzice przeżywali, gdy wynajmowali rodzinie.

Domek Justyna odziedziczyła po rodzicach. Oni też go wynajmowali, mieszkając wtedy w Gdańsku. Domek nad morzem był znakomitym dodatkiem do pensji. Justyna powtarzała rodzinną tradycję, tylko postawiła warunek żadnej rodziny, żadnych znajomych. Za dużo już widziała cudzych długów.

I czym to się kończyło? spytał mąż.

Tym, iż rodzina ani nie płaciła, ani choćby nie przepraszała. Co ci szkodzi puścić nas na chwilę? Jasne. Domek to biznes, Tomek, nie darmowy pensjonat dla twoich bliskich.

Grzesiek ostatnio stwierdził, iż trzy miesiące nad morzem to najzdrowsze, co może dać żonie i trójce dzieci. W pracy sezon ogórkowy więc można się cieszyć życiem. A Justyna nie miała złudzeń, iż za wynajem Grzesiek nie zamierza płacić.

Przecież on nie chce, żebyś dała im domek za darmo! napierał Tomek Zapłaci, serio.

Zawsze obiecują.

Po co nam takie kłopoty? Na domek zawsze jest kolejka ludzi, którzy płacą tyle, ile trzeba. Przejeżdżają, podpisują umowę, śpię spokojnie. Nie. Żadnej rodziny i znajomych. Biznes to biznes, pieniądze są święte.

Z Justyną trudno się spierać. Ale Tomek wiedział, jak ją przekonać.

Dobrze, nie wierzysz Grześkowi, ale mnie chyba wierzysz?

Justyna czekała na ciąg dalszy.

Wierzę, ale co z tego?

jeżeli Grzesiek nas wyroluje, to ja ci sam zapłacę za dom wypalił Tomek jak rycerz.

Słaby argument.

Genialnie. Zapłacisz z naszych wspólnych oszczędności?

No… jeżeli tak trzeba westchnął Tomek Mogę znaleźć sobie jakąś fuchę dodatkową. Po godzinach, w weekendy. Wszystko, co zarobię, oddam ci. To będą tylko twoje pieniądze. Pasuje?

Justyna nie sądziła, iż aż tak Tomkowi zależy. Może jeżeli on tak wierzy w brata, to powinna mu zaufać

Ty to umiesz zagadać człowieka powiedziała Cała odpowiedzialność spada na ciebie, jasne?

Do lata było jeszcze daleko, więc Justyna miała czas ochłonąć i choćby uwierzyć Tomkowi.

Czerwiec nastał i od razu zaczęły się problemy. Tomek dzwonił do Grześka co kilka dni z niewinnym pytaniem, czy zapłaci przynajmniej za miesiąc z góry, a Grzesiek tylko go zwodził:

Jasne, Tomek! Spoko! Zaraz jeden kontrahent mi przelać ma resztkę za zlecenie. Tak tylko wyjdzie i od razu puszczam przelew. Przepraszam, iż tyle to trwa. Wszystko ogarnę!

Czerwiec się skończył.

Pieniędzy nie było.

Justyna przez miesiąc dzielnie milczała. Nie narzekała, nie wypominała. Tomek prosił, żeby zostawić to w jego rękach zostawiła. Nie chciała go dołować, ale po kolejnej rozmowie z bratem w końcu zapytała:

I co? Zapłacił?

Kontrahenci jeszcze mu nie zapłacili za ostatnią robotę. Jak tylko, to od razu przeleje!

Tak, miesiąc bez nowego tłumaczenia.

Aż się chciało sarkastycznie dodać A nie mówiłam.

I o czym mówiłam? Rodzina zawsze ma jakieś poważne powody, żeby nie płacić na czas.

Justyna, to tylko zbieg okoliczności! wybąkał Tomek Przecież nie robi tego umyślnie! Wyszedł pech. Trzeba poczekać.

Tak, poczekajmy do września. Aż zabiorą walizki i powiedzą dzięki za wypoczynek, odezwiemy się później.

Justyna, przecież ty żadnej straty nie masz. Jak trzeba, to pójdę do drugiej roboty.

Ty? Naprawdę? Teraz?

Tomek spokorniał.

Daj mu jeszcze dwa tygodnie. jeżeli nie, sam ci oddam jak ci na tym zależy.

Sama nie kazałam ci się deklarować. Sam chciałeś być bohaterem! To teraz udowodnij.

I domowy klimat się pogorszył, a Tomek rozmawiał z żoną raczej bez entuzjazmu.

Lipiec. Gorąc nie do wytrzymania. Wieczorami Justyna przyłapywała Tomka na przeglądaniu ogłoszeń z pracą, ale żadnego telefonu nie wykonał.

Tomek, widziałeś, iż dziś trzydziesty? Już dwie trzecie lata minęły, a my nie mamy ani grosza z wynajmu przypomniała.

U Grześka z pieniędzmi przez cały czas krucho Ale…

Jak tylko, to od razu przewróciła oczami.

Wszystko wyrówna! choćby dorzuci coś extra za kłopot.

Już nie wierzę. Dałeś mi słowo: Ja zapłacę. To dawaj. Gdzie ta twoja fucha?

Tomek chyba sam już nie był przekonany. Łatwo się obiecuje, gorzej robi. Pracować za dwóch nie jest kolorowo.

Znajdę coś… Ale oferty marne. Przecież nie pójdę targać worków z tą moją kręgosłupem.

To może swojemu bratu znajdź robotę przy workach. Sam zaproponowałeś! Albo teraz szukasz pracy, albo ja sama dzwonię do Grześka i mówię, iż jeżeli do piątku nie dostanę połowy, to rodzeństwo pakować walizki i zgodnie z umową kończymy najem, a resztę ściągnę sądownie.

Tomek pobladł.

Nie dzwoń do Grześka! Jaki sąd, po rodzinie? Co potem powiem mamie? Powiem, iż podałem brata do sądu? Nikt mi nie wybaczy.

Grzesiek nie chce płacić, Tomek nie chce dotrzymać słowa, do sądu nie pójdzie więc nagle wina spadła na Justynę.

No pięknie Taka z ciebie żona! Ani trochę cię nie boli, iż ja mam zasuwać na dwa etaty, żeby ci oddać pożyczkę?

Sama tego nie wymusiłam, to twoja propozycja.

Ale nie wiedziałem, iż Grzesiek nas wykiwa!

A ja wiedziałam odpowiedziała Justyna bo już wiele takich sytuacji widziałam. I nie chciałeś mnie posłuchać.

Już wystarczy! Tomek zaczął grać ofiarę. Ale ty się popisujesz, Justyna! Zamiast wspierać, to tylko dobijasz. Te, co za pieniądze, to nieważne, iż ja mogę zdrowie stracić! choćby jakbym dostał zawału, to i tak mi każesz szukać nowej pracy

Ja cię nie zmuszam! Ja tylko oczekuję, iż spełnisz, co sam zaproponowałeś.

Dobra! krzyknął Tomek Pójdę do tej roboty i oddam za Grześka, skoro kasa ci ważniejsza ode mnie! I proszę bardzo!

Wyszło, jak wyszło Justyna swoje wywalczyła, bo Tomek podjął się pracy dorywczej. Tylko dziwnie na sercu było gorzko. Wieczorami wracał z pracy jako kurier i patrzył na nią nieprzyjaźnie.

Przez ciebie to wszystko rzucił kiedyś.

Przez mnie?

Tak!

Może to cię czegoś nauczy odparła Justyna Łatwo być wspaniałym, wydając cudze pieniądze. Jak sam oddasz za brata, docenisz.

Justyna mimo wszystko liczyła, iż u Grześka obudzi się sumienie i odda choć część. I faktycznie, zadzwonił, ale do Justyny, nie do Tomka.

Może jednak się myliła? Może odda?

Justynka, sprawa jest taka

Grzesiek, nie mam czasu w sprawy. Za sierpień już powinniście oddać, a my czekamy na pieniądze za lipiec. To już Tomka sprawa, bo to on wziął odpowiedzialność.

Wiem, biedny Tomek Ale mam problem auto mi się zepsuło i na naprawę poszły wszystkie pieniądze. Muszę jakoś rodzinę zabrać do domu, a za najem zapłacę no, kiedyś.

Przewidywalne.

Justyna rozłączyła rozmowę.

Tomek po jej minie już wiedział wszystko.

Dobrze przyznał myliłem się, iż tak mu ufałem. Ale ty… ty nigdy nie dasz mi prawa do błędu. Zamiast wsparcia, dostaję cios…

A miałam się uśmiechać i mówić Nic się nie stało, niech sobie odpoczywają, ja się jakoś przemęczę? To ty chciałeś płacić!

Tak, chciałem! burknął ale nie sądziłem, iż tak łatwo pogodzisz się z tym, żeby moje zdrowie się przez to sypnęło! W ogóle myślisz o mnie?

A twój brat myśli o tobie?

On nie jest zły, po prostu tak wyszło

Super. On nie jest zły, okradając mnie i pogrążając ciebie, a ja, która chce swoje jestem zła?

Tomek zamilkł.

Chyba czeka ich trudny okres małżeństwaWieczór zapadł chłodno i w ciszy, jakby dom też wstrzymywał oddech, słuchając ich niemych pretensji.

Tomek długo kręcił się po kuchni, w końcu wyjrzał przez okno na ciemniejące niebo. Z kuchennej półki spadła zapomniana kartka z listą zakupów wszystko przyziemne, jakby dla tych problemów nie było miejsca. W końcu wrócił do Justyny. Stała w łazience, myjąc ręce. Przez chwilę tylko na nią patrzył.

Wiesz zaczął ostrożnie nienawidzę tego, iż masz rację.

Nie spojrzała na niego.

Ale jeszcze bardziej nienawidzę, iż przez to się oddaliliśmy. Przepraszam.

Cisza. Krople wody uderzały o umywalkę.

Czasem rodzinę trzeba kochać z odpowiedniej odległości odezwała się cicho.

Pocałunek w czoło nieśmiały, pierwszy od wielu dni. I nagle, w tej zwyczajnej chwili, jakby wrócił dawny spokój.

Zgoda? zapytał.

Zgoda, jeżeli teraz zrozumiałeś, dlaczego ustalam granice. Dla nas.

Tomek westchnął. Już nigdy nie będę gwarantem za braci. Najwyżej mogę ci pomóc szukać lokatorów uczciwych.

Uśmiechnęła się. Ten uśmiech wystarczył mu za wszystko.

W kolejne lato domek wynajęli rodzinie z Poznania. Zapłacili przelewem, z góry, bez pytań i kłopotów. Nad Bałtykiem zapanował spokój.

A Tomek dzwonił do Grześka coraz rzadziej. Bo czasami zatrzaśnięte drzwi znaczą bezpieczeństwo, a nie stratę.

Idź do oryginalnego materiału