Nie do wiary, tato, tak cię witają. Po co ci był ten turnus w sanatorium, skoro masz w domu pełne all inclusive?
Gdy Maciej dał mi klucze do swojego mieszkania w Warszawie, poczułam się jak zdobywczyni Bastille. Żaden Leonardo DiCaprio nie czekał tak na Oscara, jak ja na swojego Macieja i to jeszcze z własnym kątkiem.
Rozczarowana, trzydziestopięcioletnia coraz częściej rzucałam współczujące spojrzenia bezdomnym kotom i na wystawy Wszystko do rękodzieła.
A tu nagle, On samotny, całe młode lata poświęcił na karierę, zdrowe odżywianie, siłownię i inne dyrdymały typu poznawanie siebie w świecie; no i do tego bez dzieci.
O takim prezencie marzyłam jeszcze od studiów, chyba w końcu tam na górze ktoś zrozumiał, iż żartów nie był.
Ostatnia delegacja w tym roku, a potem jestem cały Twój powiedział Maciej, wręczając klucze. Tylko się nie przeraź mojego legowiska. Na ogół wpadam tu wyłącznie spać.
I wyjechał w kolejny rejon kraju na cały weekend.
Spakowałam szczoteczkę do zębów, krem i ruszyłam obejrzeć tę jaskinię. Problemy zaczęły się już przy wejściu. Maciej uprzedzał, iż zamek czasem szwankuje, ale nie sądziłam, iż aż tak.
Przez czterdzieści minut siłowałam się z drzwiami pchałam, ciągnęłam, wciskałam klucz głębiej, próbowałam delikatnie ale drzwi nie chciały się poddać.
Postanowiłam podejść psychologicznie, jak za młodu na podwórku, gdy walczyło się o wejście do garażu. Na hałas zajrzała sąsiadka.
Pani, czemu się do czyjegoś mieszkania dobija? zapytała zaniepokojona kobieta.
Mam klucze, niczego nie włamuję odpowiedziałam, zła, ocierając pot z czoła.
A pani adekwatnie kto? Nigdy pani tu nie widziałam ciągnęła dalej, nie dając za wygraną.
Jestem jego dziewczyną! odparłam bez wahania, wyprostowałam się, ale zobaczyłam tylko szczelinę w drzwiach.
Pani? zdziwiła się szczerze.
Tak, ja. Jakieś z tym problemy?
Nie, skąd. Po prostu on nigdy nikogo tu nie przyprowadzał (jeszcze bardziej polubiłam wtedy Macieja), a tu od razu taka…
Taka jaka? nie załapałam.
To nie moja sprawa, przepraszam zamknęła drzwi.
Zdecydowałam, iż albo ja ją, albo ona mnie z całej siły wcisnęłam klucz, aż prawie przekręciłam całą framugę drzwi puściły.
Cały świat Macieja stanął nagle przede mną i poczułam zimny dreszcz. Jasne, młodemu, samotnemu facetowi należy się trochę ascetyzmu, ale to była istna cela.
Biedaczek, Twoje serce chyba nigdy nie zaznało domowego ciepła wyrwało mi się, gdy oglądałam to skromne mieszkanko, które teraz miało się stać miejscem, w którym częściej będę.
Po chwili jednak poczułam ulgę. Sąsiadka nie kłamała kobieca ręka nigdy tu nie zawitała, ani na te ściany, ani podłogę, ani do tej kuchni czy na szare okna. Ja tu jestem pierwsza.
Nie mogąc wytrzymać, pobiegłam do pobliskiego sklepu po ładną zasłonkę, dywanik do łazienki, a przy okazji rękawice kuchenne, ściereczki.
W sklepie poniosło mnie… Do dywanika i zasłonki dołączyły pachnące zawieszki, mydło manualnie robione i wygodne pojemniki na kosmetyki.
Dodać drobiazgi do cudzego lokum to nie jest żadna bezczelność usprawiedliwiałam się, doczepiając do pierwszego koszyka drugi.
Zamek już nie stawiał oporu. adekwatnie przestał spełniać swoją funkcję i przypominał bramkarza hokejowego, który zapomniał maseczki.
Zrozumiawszy, co narozrabiałam, długo wymieniałam stary zamek na nowy, aż do północy, z pomocą kuchennych noży. Rano poleciałam do marketu po nowy. Przy okazji wymieniłam noże. I widelce, łyżki, obrus, deski do krojenia, podkładki pod gorące. A potem jeszcze firanki…
W niedzielę po obiedzie zadzwonił Maciej, iż musi się jeszcze na parę dni przedłużyć w delegacji.
Będę zachwycony, jeżeli wniesiesz ciepło i przytulność do mojego mieszkania powiedział przez telefon z uśmiechem, gdy mu wspomniałam o pewnych zmianach.
Przytulność dowoziłam już na ciężarówkach, rozkładając zgodnie z technicznym planem i pełną dokumentacją. Tyle lat zbierałam wewnętrznie tę chęć teraz puszczały mi wszelkie hamulce.
Gdy Maciej miał wrócić, w mieszkaniu został tylko pająk przy wentylacji. Chciałam go wygonić, ale widząc osiem zezujących oczu oszołomionych nagłą odmianą, pomyślałam, iż lepiej go zostawić jako symbol szacunku do cudzej własności.
Mieszkanie Macieja teraz wyglądało jakby od ośmiu lat był szczęśliwie żonaty, potem rozczarował się, a potem znów został szczęśliwy już wbrew wszystkiemu.
Nie tylko zadbałam o wnętrze, ale sprawiłam, iż cały blok wiedział, iż jestem nową gospodynią i można zgłaszać się do mnie ze sprawami wspólnoty. Obrączki jeszcze nie mam, ale to drobiazg techniczny.
Początkowo sąsiedzi patrzyli podejrzliwie potem rozkładali ręce: Jak pani chce, nam przecież wszystko jedno, nie nasza sprawa.
***
W dzień powrotu Macieja przygotowałam prawdziwą domową kolację, ubrałam się w elegancką i zmysłową, trochę wyzywającą sukienkę, poustawiałam zapachy, przyciemnione światło i czekałam.
Maciej się spóźniał. Gdy poczułam, iż sukienka boleśnie wpija mi się w okolice, nad których formą tak długo pracowałam na siłowni, w zamku zasunął się klucz.
Zamek nowy, wystarczy popchnąć, nie jest zamknięte! odezwałam się półszeptem, lekko zawstydzona, ale i nie mogłam doczekać się Macieja. Nie bałam się oceny. O to mieszkanie zadbałam zbyt dobrze. Wybaczą mi wszystko.
W tej samej chwili przyszło mi SMS od Macieja: Gdzie jesteś? Ja już w domu. Widzę, mieszkanie się nie zmieniło. A znajomi straszyli, iż zastawiłaś je kosmetykami.
Zobaczyłam tę wiadomość dużo później. Bo właśnie do mieszkania weszła zupełnie obca rodzina: dwóch młodych mężczyzn, dwóch szkolnych chłopców i bardzo starszy pan, który mnie widząc, wyprostował się i wygładził siwe resztki włosów.
Nieźle, tata, taka cię witają. Po co ci ten sanatorium, skoro w domu masz pełen serwis? zażartował młody mężczyzna i dostał kuksańca od najwyraźniej żony za gapienie się.
Stałam z dwoma kieliszkami jak wmurowana. Chciało mi się krzyczeć, ale ścisnęło mnie w gardle.
Z kąta rozległ się cichy chichot pająka.
Przepraszam, pani to kto? zapytałam.
Właściciel tego gniazdka. A pani z przychodni, robi pani opatrunki? Przecież mówiłem, iż sam sobie poradzę odparł dziadek, patrząc na mój strój pielęgniarki.
Mmm… Tak, panie Adamie, u pana to dopiero ciepło i błogość, zajrzała za mnie żona młodzieńca. Zupełnie inaczej niż kiedyś, można było się przerazić. A pani jak się nazywa? Czy pan Adam nie jest dla pani za stary? Chociaż poważny pan, ma swoje mieszkanie
Je-je-jestem Elżbieta…
No proszę! Panie Adamie, dobre pan ma oko do ludzi.
Dziadek, sądząc po błysku w oku, też uważał to za udany zbieg okoliczności.
A gdzie Maciej? wyszeptałam i na raz wypiłam oba kieliszki.
Ja jestem Maciej! odezwał się wesoło chłopczyk, może osiem lat.
Jeszcze ci za wcześnie na Macieja mama odsunęła jego rękę, posłała obie dzieci z mężem do samochodu.
P-p-przepraszam, chyba się pomyliłam mieszkaniem zaczęłam odzyskiwać przytomność, przypominając sobie walkę z zamkiem. To Zielona, osiemnaście, mieszkanie dwadzieścia sześć?
Nie, to Żurawia, osiemnaście zacierał ręce dziadek, gotów rozpakowywać nagły prezent.
Rzeczywiście westchnęłam z rezygnacją. Pomyłka. Proszę, rozgośćcie się, ja zadzwonię, muszę coś załatwić.
Chwyciłam telefon i uciekłam do łazienki, zabarykadowałam drzwi, owinęłam się ręcznikiem. Dopiero wtedy zobaczyłam SMS od Macieja.
Macieju, zaraz będę, tylko się zakręciłam w sklepie odpisałam, dławiąc śmiech.
Okej, czekam! Jakbyś mogła, weź czerwone wino wysłał wiadomość głosową Maciej.
Czerwone wino zamierzałam przynieść, ale raczej w sobie. Pod pachą dywanik, zasłonkę zdjęłam, poczekałam aż obcy powędrują do kuchni, i wymknęłam się z łazienki.
Zgarnięte rzeczy gwałtownie upchnęłam w torbę i czmychnęłam z mieszkania.
***
Opowiem, ale później wyjaśniłam swój stan, gdy Maciej otworzył mi drzwi.
Jak w transie przeszłam obok, niemal nie patrząc na niego. Najpierw poszłam do łazienki zmieniłam zasłonkę, rozłożyłam dywanik. Potem do pokoju, gdzie padłam na kanapę i spałam do rana, aż stres i czerwone wyparowały ze mnie.
Obudziłam się, spojrzałam obcy młody mężczyzna czekał na wyjaśnienia.
Proszę pana, jaki jest tu adres?
Bukowa, osiemnaście…







