Dziennik osobisty, 12 lutego
Dziś znów zebrałam w sobie resztki siły, żeby pójść do syna. Czułam się tak zmęczona… Stojąc przed drzwiami do mieszkania Łukasza, wciąż słyszałam w głowie jego słowa z ostatniej rozmowy: A po co tu przyjechałaś, mamo? Przecież całe życie tylko Marcie pomagałaś, to do niej idź po wsparcie!
Łukasz choćby mnie nie wpuścił do środka, rozmawiał ze mną przez uchylone drzwi, zimne spojrzenie miał i obcy ton. Serce mi pękało.
Synku, czy serio nie wpuścisz własnej matki do domu? nie wytrzymałam i popłakałam się w końcu.
Mamo, o co ta cała sentymentalna gadka? Mam robotę, nie będę czasu marnował na pogadanki niemal zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Wtedy nagle pojawiła się jego żona.
Łukaszu, z kim adekwatnie rozmawiasz? spytała zaskoczona Agnieszka, wychodząc do przedpokoju.
Mamusiu, to pani? zapytała i otworzyła szerzej drzwi. No wejdź, co tak stoisz na mrozie.
Łukasz machnął ręką i odszedł, a ja aż się ścisnęłam ze szczęścia, iż synowa mnie zaprosiła, bo przecież musiałam z nimi poważnie porozmawiać.
Faktycznie, wobec syna zawiniłam. Zrozumiałam to dopiero teraz mam dwoje dzieci, Łukasza i Martę. Zawsze myślałam, iż syn sobie jakoś poradzi, nie potrzebuje mojej pomocy, bo radził sobie dobrze. Okazało się jednak, iż to nie takie proste wszystko osiągał z uporem, by udowodnić, iż sobie poradzi beze mnie i moich pieniędzy.
Pieniędzy nie brakowało, bo od dwudziestu lat pracowałam w Niemczech. Wspierałam tylko córkę Martę, za co dziś ogromnie żałuję. Nadkładałam się, by jej pomóc, ale ona tego nie doceniła, a w najgorszym momencie i tak się ode mnie odwróciła.
Wyjechałam, kiedy Łukasz miał 18 lat, a Marta 16. Opiekę nad dziećmi zostawiłam mamie, bo męża od dawna nie było. Żyliśmy bardzo biednie, więc wyjazd do pracy był jedyną szansą.
Za pierwsze euro, które zarobiłam, zrobiłam remont w naszym domu na Mazurach mama się cieszyła, bo wreszcie mieliśmy bieżącą wodę i łazienkę.
Potem Marta oznajmiła, iż wychodzi za mąż. Było jej ledwie 19 lat, ale nie powstrzymywałam jej. Nowy zięć był z naszej wsi, ale zamieszkali u nas.
Łukasz z zięciem gwałtownie się nie polubili, więc i syn znalazł sobie dziewczynę i wyprowadził się. Jego Agnieszka dorastała w domu dziecka, biedna była. Państwo przyznało jej małe mieszkanie w bloku i tam zaczęli wspólne życie.
Marta załatwiła sprawę pieniędzy po swojemu:
Mamo, ja zostałam w domu, więc wszystko powinno należeć do mnie orzekła.
Syn nigdy nie wspominał o wsparciu, zarabiał i dbał o rodzinę. A ja wszystkie euro wysyłałam Marcie, ona wydawała je na co uzna. Czułam spokój każde swoje życie prowadziło.
Potem wydarzyło się najgorsze zmarła moja mama. Niedługo potem Marta postanowiła się rozwieść.
I co teraz zrobisz? spytałam ją.
Jadę z tobą do Niemiec stwierdziła Marta.
Pojechałyśmy ale ona nie chciała ciężko pracować. Szukała prostszych zajęć, a wszystko, co zarabiała, przepadało na czynsz i jedzenie.
Ja miałam opiekę nad starszą panią, więc na utrzymanie nie musiałam tyle wydawać. Córka zabierała mi większość tysiąca euro wypłaty, bo postanowiła, iż kupimy mieszkanie w Niemczech. Przekonała mnie, by sprzedać dom na Mazurach. Uzbieraną kasę dołożyłyśmy do kwoty za mieszkanie, ale wciąż brakowało. Kiedy już prawie wzięłyśmy kredyt, Marta wyszła drugi raz za mąż jej nowy mąż dołożył brakującą sumę i przenieśli się na swoje.
Wciąż pracowałam, aż w końcu zdrowie odmówiło współpracy i nie mogłam już pracować. Zwróciłam się do Marty, tak jak ustalałyśmy, żeby mnie do siebie przyjęła, ale usłyszałam tylko, iż miejsca mało i mam wracać do pracy po leczeniu.
Nie chciałam już jej słuchać. Wróciłam do Polski, tylko domu nie ma bo sprzedany. Została mi ziemia pod Szczytnem, prawie hektar pola. Ale co z tego nie ma za co tam budować.
Dlatego dziś zdecydowałam się poprosić syna o pomoc w sprzedaży pola, choć sama nie miałam już nadziei.
Łukasz był do mnie zimny, nie chciał się mną przejmować, ale Agnieszka wpuszczając mnie do środka, znalazła też rozwiązanie.
Mamo, z Łukaszem szukamy ziemi, bo chcemy postawić dom. jeżeli pani się zgodzi, zaczniemy budowę na tamtym polu, a jak skończymy, zamieszka pani z nami zaproponowała Agnieszka.
Łukasz trochę marudził, ale pomysł żony mu się spodobał i do końca wieczoru już zakopał topór wojenny.
Agnieszka nakarmiła mnie pyszną kolacją, przygotowała łóżko i powiedziała, iż jutro pójdziemy do lekarza, żeby się przebadać.
Czemu to wszystko dla mnie robisz? spytałam ją cicho.
Bo nigdy nie miałam mamy, a teraz ją mam odparła z ciepłym uśmiechem.
Los bywa przewrotny córka mnie odrzuciła, a synowa otworzyła serce.












