Rynek ogłoszeń mieszkaniowych potrafi zaskoczyć bardziej niż wyprzedaże w Black Friday. W jednym miejscu mieszkanie pachnie jeszcze PRL-em i meblościanką po babci, a kilka klików dalej trafiamy na loft jak z katalogu, gdzie choćby poduszki leżą zgodnie z filozofią feng shui. Rozrzut metrażu i cen potrafi zawrócić w głowie każdemu, kto próbował szukać czterech kątów bez dawki melisy. Nic dziwnego, iż w gąszczu ogłoszeń nietrudno trafić na takie, które przechodzą same siebie. Na jedną "perełkę" natknął się jakiś czas temu Paweł Paczu, a internet natychmiast uniósł brew.
REKLAMA
Osiem metrów w suterenie... W przyziemiu, byleby tylko nie powiedzieć, trochę lepiej niż piwnica
- słyszymy na początku nagrania. A dalej pozostało lepiej.
Zobacz wideo "Były motyle i szaleństwo, ale też wstyd i poczucie winy". Katarzyna Nosowska w "Z bliska"
Jaki jest minimalny rozmiar mieszkania? Rynek wtórny pokazuje, iż "sky is no limit"
Paczul od dłuższego czasu pokazuje w sieci rzeczy, które łatwo umykają nam między codziennymi newsami. Nieraz wyciąga sprawy traktowane jako "za małe, żeby o nich mówić", a potem okazuje się, iż właśnie te najmniejsze tematy najlepiej pokazują szersze problemy istniejące w naszym społeczeństwie. Tym razem przyciągnęło go mikromieszkanie ukryte za niewielkim oknem kamienicy. Lokal, który w ogłoszeniu przedstawiono jako "małą, przytulną kawalerkę", w środku okazał się przestrzenią o powierzchni kilku kroków w każdą stronę.
Na filmie Paweł stara się zachować powagę i spokój, jednak do czasu. - To jest osiem metrów. Osiem metrów - powtarza z niedowierzaniem. Dalej przyznaje, iż wnętrze wygląda na świeżo po remoncie, a meble są wyraźnie nowe, ale wciąż mowa o przestrzeni, którą metrażem można porównać do piwnicy. Podkreśla też, iż jedyne okienko, przez które najemca może obserwować świat, wychodzi na poziom trawnik-chodnik, co raczej nie wpłynie na ilość wpadającego światła. Najwięcej emocji wzbudziła jednak cena. Łączny koszt wynosi 1800 zł miesięcznie, do tego kaucja w tej samej wysokości oraz prowizja równa jednemu czynszowi plus VAT. Jak policzył, na start trzeba wyłożyć około 5000 zł.
Internet zareagował natychmiast. Komentarze zaczęły mnożyć się z szybkością, którą zwykle rezerwuje się dla memów. Jeden z użytkowników zapytał z rozbawieniem:
Mam piwnicę 30 metrów kwadratowych z osobnym wejściem z podwórka i dwoma oknami. Myślisz, iż mogę zrobić z niej kawalerkę?
Inny obserwujący rzucił żartem:
Przynajmniej zakupów nie trzeba wnosić na czwarte piętro. Ziemniaki sturlasz prosto do kuchni.
W kolejnym wpisie ktoś słusznie zauważył:
Według przepisów to kojec dla psa musi być większy niż to 'mieszkanie'.
Znalazł się też jeszcze mocniejsze wpisy, które dosadnie podsumowały całe ogłoszenie:
Trochę lepiej niż w piwnicy, trochę gorzej niż w więzieniu
Nie to nie jest normalne. To jest upodlenie człowieka.
Dyskusja pod nagraniem pokazała, jak mocno temat najmu potrafi poruszyć ludzi. W komentarzach mieszał się śmiech z lekkim niedowierzaniem, iż oferta kilku metrów kwadratowych może stać się realnym produktem na rynku. Krótki film gwałtownie wyszedł poza ramy anegdoty i zamienił się w punkt zapalny do rozmowy o tym, gdzie powinien leżeć minimalny standard mieszkalny. Poczucie, iż granice rozsądku w ogłoszeniach potrafią przesuwać się niebezpiecznie daleko.
Ile mkw. może mieć najmniejsze mieszkanie? Przepisy mówią jasno, ale jest haczyk
Choć internet kocha nagrania, takie jak te od Paczula, to punkt kulminacyjny często pojawia się w momencie, w którym ktoś zadaje sensowne pytanie. Czy w ogóle wolno wynajmować lokal o takim metrażu? W polskich przepisach minimalna powierzchnia mieszkania została określona jasno. To 25 metrów kwadratowych. Jednak ten wymóg dotyczy nowo powstających inwestycji i ma chronić przed tworzeniem lokali, które na papierze wyglądają jak "okazja", a w praktyce przypominają bardziej pomieszczenie gospodarcze niż przestrzeń do życia. Mniejsze jednostki mogą funkcjonować jako lokale użytkowe, nie jako pełnoprawne mieszkania.
Sytuacja robi się ciekawsza, kiedy mówimy o rynku wtórnym. Tu przepisy są łagodniejsze i dopuszczają istnienie mniejszych przestrzeni. O ile w chwili budowy były zgodne z obowiązującymi wtedy normami, dziś mogą być wynajmowane bez przeszkód. Problem polega na tym, iż lokatorzy nie zawsze wiedzą, z czym wiąże się status takiego miejsca. Kiedy lokal figuruje jako użytkowy, obowiązują inne stawki podatku i często inne zasady dotyczące samego korzystania. Dopiero w księdze wieczystej i dokumentacji budowlanej można sprawdzić, czy oferowana kawalerka jest mieszkaniem w rozumieniu prawa, czy tylko czymś, co w ogłoszeniu wygląda jak mieszkanie. Twoim zdaniem: mikrokawalerki to okazja, czy kpina? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.













